24 października 2016

Choczańsko - fatrzański plener fotograficzny...

21-23.10.2016 Valaska Dubova (Stoh, Wielki Chocz, Dolina Kwaczańska)


                Pod kilkoma względami był to jeden z najtrudniejszych plenerów. Głównie z powodu zimna i przewyższeń ale dzielna ekipa dała radę! Od razu dziękuję Marioli, Joli, Ani, Paulinie, Kasi oraz Bartkowi, Waldkowi, Wiktorowi, Markowi, Dawidowi, Czarkowi i Maćkowi za wytrwałość i humor przez cały plener! :)

                Od początku tygodnia leje i zimno... Ale nawet przez myśl mi nie przychodzi by odwoływać plener ani że warunków do fotografowania może nie być... Modyfikuję tylko lekko plany ale do tego moi plenerowicze już przywykli :)

                Rozpoczynamy punktualnie, co rzadko nam się zdarza:) Wszyscy są przed czasem i tylko Ania z Czarkiem, przyjeżdżają na "styk" ale zgodnie z planem... prawie :) Pada deszcz. Mieliśmy iść na zachód słońca na Wielki Chocz ale w takich warunkach, nie ma to sensu. Więc od razu zmiana planów... Zaczynać mamy od teorii ale przestaje padać, więc idziemy na pobliską górkę...

Pogody nie ma ale i tak próbujemy ćwiczyć w terenie...

Jesień na Słowacji, widać praktycznie na każdym kroku...

Nie mówiąc już o górach...
    Po powrocie zaczynamy od przedstawienia się uczestników, oglądnięcia przywiezionych przez nich fotografii a kończymy teorią. Przed 22 - gą, rozchodzimy się do pokoi, bo w nocy trzeba wstać...

                     Budzik mam nastawiony na 1.50. Czarek, z którym dzielę pokój, nie nastawia go wcale bo wie że ja wstanę... 1.15 zerkam na zegarek... Wyjeżdżamy o 2.30. 
Budzi nas pukanie do drzwi... Jest 2.37!!! Choć nigdy mi się to nie zdarza - zaspałem!!! Wstyd mi ale zbieramy się bardzo szybko i 2.48 wyjeżdżamy do Stefanovej w Małą Fatrę.
Chwilę przed 4 nad ranem, ruszamy na Stoh. Mgły nad nami, pod nami... błoto. Idzie się ciężko ale to nic w porównaniu z drogą powrotną. 5.20 meldujemy się na Przełęczy Medziholie (1185 m). Mgła coraz gęstsza. Ośnica czy Stoh? Wybieram Stoh. Przez chwilę szukamy szlaku, na polanie, we mgle...
Błoto przy podejściu, przechodzi w śnieg... Jest bardzo zimno i nadal nic nie widać. Jednak doświadczenie podpowiada mi że może coś nam się pokaże... I znów mamy szczęście! Odsłania się co chwilę, na kilka sekund i trzeba wykazać się refleksem by coś "złapać" w kadrze...

Rozpoczynamy podejście zielonym szlakiem...
Stoh (1608 m). Raz coś widać, raz nie...
Ale ekipie plenerowej, humory dopisują :)
Takie cudowne chwile trwają tylko klika sekund, po czym nic nie widać...

Ale i tak jest pięknie!

Słońce przebijające się przez chmury, tworzy barwy różowe, pomarańczowe... pastelowe.

Jola.
Mariola z pełnym poświęceniem...

Marek.

Ania i "prowadzący" Czarek :)

Paulina.

Waldek w akcji...
                        Choć samego wschodu nie widzieliśmy, to schodzimy dopiero po 8... Idzie się źle, po bardzo stromym stoku, po błocie... Kilka osób ląduje na ziemi... Uff!!! Nikomu nic się nie stało. Kiedy dochodzimy do Przełęczy, pokazuje nam się przepiękny Wielki Rozsutec...

Wielki Rozsutec (1609 m)

Raz go widać, raz nie...

... ale kiedy się ukazuje to robi ogromne wrażenie...

...

Szczyt nad szczytem - takie wrażenie sprawiają chmury nad nim...

Ale i tu wreszcie widać prawdziwą złotą jesień...

Magia kolorów na zboczach Stoha...
                         11.30 ruszamy w drogę powrotną, z parkingu do Valaskiej Dubovej. 12.30 jesteśmy. Krótka przerwa obiadowa i o 14 tej ruszamy na zachód na Wielki Chocz. Choć wcześniej miałem nadzieję że pojedziemy do Zuberca i pójdziemy na Siwy Wierch. Jest jednak zbyt mało czasu... Gdy mówię jaki jest plan, tylko 6 z 13 osób, decyduje się iść... Reszta postanawia odpocząć i zregenerować siły przed nocnym wejściem na Chocza. 
                         O 14 wychodzimy. Kasia, Dawid, Bartek, Maciek, Marek i ja. każdy z nas czuje w nogach poranne podejście a także brak snu... Jednym idzie się lepiej, innym bardzo źle... Na Chocz docieramy jednak zgodnie z moimi założeniami, czyli w 2,5 h. Jest piękne, bezchmurne niebo...

Godzinę przed zachodem słońca...

Choć chmurek praktycznie brak to światło jest piękne...

Nad Małą Fatrą...

Nad Tatrami pojawia się...jeden obłoczek :)

...ale znika bardzo szybko...

Spojrzenie w kierunku Wielkiej Fatry i czas wracać...

Po drodze robimy jeszcze fotografię nocną...
                     To był bardzo intensywny dzień - "padamy" po powrocie.

2.50 słyszę budzik... Uff! Nie zaspałem tym razem :) 3.45 spotykamy się pod pensjonatem i idziemy na Wielki Chocz. Jest bezchmurnie. Piękna choć zimna noc. Zostają tym razem dwie osoby które już były na zachodzie. Bartek ma duży kryzys ale motywuję go i wchodzi na szczyt. Waldek gubi statyw po drodze i niestety, jakiś "turysta" go kradnie bo w drodze powrotnej nigdzie go nie widzimy... Tylko po co on komuś, skoro i tak nie ma płytki do niego?!
Po 6.30 jesteśmy na Choczu. Pięknie, bajkowo choć delikatnie wieje i jest bardzo zimno... Rozstawiamy statywy i zaczyna się jeden z najpiękniejszych spektakli jaki mogliśmy sobie tylko wymarzyć! 

Gotowi do zdjęć... Wielki Chocz (1608 m)

W czasie tzw. "niebieskiej" godziny dzieje się już bardzo dużo...

Zapowiada się piękny wschód słońca...

...

Nad Tatrami utworzył się zwał chmur...

... który pięknie został podświetlony przez słońce...

Nad Niżnymi Tatrami...
...

Skorusińskie Wierchy...

Skorusińskie i Babia w oddali...

...

...

Brak mi słów by to opisywać...

...
Nawet tu gdzie nie dotarło światło, wygląda to magicznie...

...

...

Nawet słupy nie przeszkadzały i pięknie wkomponowały się w krajobraz...

Choczańskie Wierchy i Tatry...
            Przy zejściu z Chocza, już w Valaskiej Dubovej... Zesztą - zobaczcie sami co się działo...

Mgły, światło i las...

...

...

Teleobiektyw tworzy piękną głębie ostrości...

...

...

...

Magia poranka...


                         Po powrocie, pakowanie i jedziemy jeszcze do Doliny Kwaczańskiej. Jest kolorowo od liści drzew, pięknie przy wodospadzie i przy młynach... Nie robię już zdjęć bo ćwiczymy długie czasy a statyw daję Waldkowi, który tak pechowo się go pozbył... To był piękny plener...