16 marca 2017

Pierwsze, marcowe krokusy w Dolinie Chochołowskiej.

16.03.2017 Dolina Chochołowska - Siwa Polana.

           Pojechałem o poranku w stronę Orawy. W czasie jazdy przyszło mi jednak do głowy że może pojawiły się krokusy u wylotu Doliny Chochołowskiej i... zmieniłem plany. I jak się okazało - słusznie! Nie są to jeszcze połacie bo jest za wcześnie ale w okolicy Siwej Polany jest ich już całkiem sporo :) 
Krokusy 2017 :)

...

...

...

...

Prawdziwy szał zacznie się z końcem marca...

13 marca 2017

Plener fotograficzny na Szrenicy.

10-12.03.2017 
Schronisko na Szrenicy. Zimowe Karkonosze.

                Mówili: "U Michała na plenerach, pewna jest tylko pogoda" - i czar prysł... :)
Tym razem nie udał nam się żaden z zachodów oraz wschodów słońca. 
Rozpoczęliśmy w piątek od wjazdu kolejką krzesełkową na Szrenicę. Dzięki Bogu działała, choć wiatr zapowiadali na granicy dopuszczalnej prędkości... Droga z dwoma plecakami, walizkami itp. w zimowej aurze, szlakiem ze Szklarskiej Poręby - nie wszystkim odpowiadała :)

Im bliżej szczytu Szrenicy, tym widoczność coraz słabsza... Jeszcze tylko 15 minutowa droga od wyciągu do schroniska i jesteśmy. Z zachodu dziś nici, więc skupiamy się na zajęciach teoretycznych. Wierzę że w sobotę będzie lepiej...

Budzik dzwoni o 3. O 4 wychodzimy w stronę Śnieżnych Kotłów. Choć przez moment widać nawet gwiazdy, to jednak idziemy cały czas we mgle. Pod przekaźnikiem widać na kilkanaście metrów. Cały czas mam nadzieję na przejaśnienia lecz niestety, nie tym razem... Wracamy. Kilkadziesiąt minut po wschodzie, zaczynają pojawiać się "dziury" w chmurach a w nas nadzieja na światło... I w końcu jest! To najpiękniejsza chwila, pod względem pogody, podczas tego pleneru. 

Śniadanie w schronisku, przerwa i o 13 tej ruszamy na czeską stronę. Najpierw posiłek w Labskiej boudzie a potem Pancavsky vodospad. A na koniec zachód słońca w okolicy Harrachovskego Kamenia. Nie udany. Ostatnia nadzieja na niedzielny wschód słońca...

Część z nas zostaje na wschód przy schronisku a kilka osób ze mną, raz jeszcze próbuje niedzielny wschód słońca, przy Śnieżnych Kotłach. Cóż, choć znów o 5 tej widzimy gwiazdy, to jednak i tym razem nic nie widać. Widać mniej niż dnia poprzedniego. Zarówno u nas, jak i przy schronisku nic się nie udaje. Po śniadaniu omawiamy zdjęcia z pleneru i pracujemy z programem Lightroom. Przed południem siedzimy już na krzesełkach kolejki i zjeżdżamy do Szklarskiej Poręby. Tutaj jeszcze, spędzamy wspólnie bardzo miły czas na smakołykach w kawiarni i kończymy plener :)

W tym miejscu mógłbym zakończyć relację ale wtedy nie napisałabym o najważniejszym.O ludziach!

Pięknie Wam wszystkim dziękuję, każdemu z osobna czyli: Joli, Marioli, Marzenie, Kindze, Monice, Ani, Zuzi i Eli oraz Czarkowi, obydwu Piotrom, Sylwestrowi, Sebastianowi za - cierpliwość, wyrozumiałość, determinację i wspaniałą atmosferę podczas całego pleneru fotograficznego! Pasja to jedno a dobrzy ludzie to drugie - bezcenne!

Ekipa plenerowa z lat siedemdziesiątych :)

Piotr. Przeprosi się z czapką jak temperatura spadnie poniżej 20 stopni C :)

Ela.

Najlepsze przyjaciółki można by rzec patrząc na Marzenkę i Kingę :)
Piotr.

Kinga - uśmiech nie schodzi Jej z twarzy :)

Nie ma światła więc fotografujemy bez niego...
Bezcenne chwile dla fotografa czyli moment kiedy światło zaczyna przebijać się przez chmury...

... i można zacząć bawić się światłem przy pomocy naszych aparatów...

Mało go jest ale cieszy nas bardzo!

...
Kolory są delikatne a światło bardzo miękkie podczas takich warunków, kilka chwil po wschodzie...

Struktury śniegu...

I szukanie pierwszego planu...
...

Piękne światło...

Piotr przyjechał z nadzieję na prawdziwą zimę i ją...

... zastał w Karkonoszach choć w dolinach wiosna...
Szukając kadru i łapiąc światło...

W oddali widać nawet budynek schroniska na Szrenicy.

"Cienias" i autoportret w jednym :)
...

Na grzbiecie światło w dolinach mrok...

Zima...

...
Na wschodzie pojawiają się nawet "pomarańcze" :)

Twarożnik.

...
Wesoła ekipa plenerowa :)

45 minut przed zachodem słońca, była jeszcze nadzieja... Trwała góra 5 minut.



08 marca 2017

Góry Stołowe pierwszy raz w życiu...

4-6.03.2017 Góry Stołowe.
Radków - Szczeliniec Wielki - Błędne Skały - Baszty - Skalne Miasto... 

        W dolinach wiosna, w górach zima... Tak było podczas trzy dniowego wyjazdu z żoną, w Góry Stołowe...

        Pojechaliśmy na rekonesans przed wiosennym plenerem fotograficznym. Nocowaliśmy w Radkowie, u przesympatycznej rodziny, skąd jest 10 km do Karłowa, czyli serca Gór Stołowych.
Odwiedziliśmy schronisko "Pasterka", Szczeliniec Wielki, Narożnik, Błędne Skały oraz Skalne Miasto w Czechach. Mimo iż prognozy nie były najlepsze na te dni, to jednak "zawiodły" i większość czasu spędziliśmy przy bardzo dobrej pogodzie... Przede wszystkim nie padało a to już duży "plus" :)
        Jechaliśmy z zamiarem poznania Gór, gdzie nigdy nie byliśmy. Nie był to wyjazd fotograficzny ale jeśli już pogoda dopisała to połączyliśmy jedno z drugim :)

        W piątek zostawiamy dzieci u dziadków w Krakowie, idę na koncert Accept i Sabaton do Tauron Areny a w sobotę wcześniej rano, jedziemy. Po niespełna 4 godzinach jazdy, meldujemy się w Radkowie. Kwaterujemy i korzystając z pięknej pogody, jedziemy do Błędnych Skał. Spacerek od parkingu zajmuje nam godzinkę. Choć w powietrzu czuć wiosnę, to jednak przy Błędnych Skałach, zima nie odpuszcza - jest bardzo oblodzone. Zakładamy raczki. Czasem idziemy bokiem, innym razem kucając a jeszcze innym - prawie na czworaka...  Jest tutaj tak ciasno że cieszymy się iż nie ma tutaj dużo ludzi.

Danusia w Błędnych Skałach. Dobrze że już po pierwszym zdjęciu zorientowałem się że "coś jest nie tak" z ustawieniami aparatu... JPG, miast RAW i już nie da się uratować "przepaleń"... Ale pamiątka jest :)

Błędne Skały.
              Po wizycie w Błędnych Skałach, jedziemy w stronę Pasterki, skąd żółtym szlakiem udajemy się na Szczeliniec Wielki. Krótkie, aczkolwiek forsowne podejście (25 min) do schroniska i już możemy podziwiać panoramę spod niego. A konkretnie z platform widokowych. Do zachodu słońca jest jeszcze ponad godzina. Choć nad Szczelińcem piękna pogoda to niestety, na zachodzie chmur coraz więcej i właściwie już wiem że nie zobaczymy dziś zachodzącego słońca... Wychodzę więc nieco wcześniej na platformy by złapać nieco światła o tzw. "złotej godzinie"...

Jak na Morawach! - pierwsza moja myśl gdy patrzę w kierunku na wschód... I te kolory ziemi - coś niesamowitego!

Góry Brumovske...
                   Prognozy na niedzielę nie są dobre... Rano ma padać i faktycznie, kiedy wychodzimy z kwatery, pada słaby deszcz. W prognozie były też przejaśnienia i na nie liczę. Kiedy wchodzimy znów tą samą trasą na Szczeliniec, mijamy schronisko, platformy widokowe - niebo jest zachmurzone. Znów jest bardzo ślisko na odcinku szlaku, którego wczoraj nie poznaliśmy. Kiedy docieramy na tarasy południowo - wschodnie, jakby się przejaśnia... A potem robi się bardzo ciekawie, zwłaszcza pod względem fotograficznym... Choć nie lubię fotografować nie wiedząc co widzę, to w Górach Stołowych większą część tak właśnie działam... Wyjątkiem są charakterystyczne punkty jak np. Śnieżnik...

Początkowo niewiele widać ale przebijające się światło...

... różowe światło, daje nadzieję że coś będzie się działo...

Chwilę potem światło staje się nieco żywsze i przechodzi w pomarańcze...
Łuny światła przebijają się przez chmury...

... co zawsze robi duże wrażenie... Kolorystyka jest "dziwna" tego poranka...

... od róży, przez żółcie, pomarańcze, zielenie, błękity, granaty i Bóg wie jakie jeszcze kolory...

Lecz dzieje się naprawdę dużo dobrego...
... choćby nad Śnieżnikiem...

Światło znów gra pierwszoplanową rolę...

...
Z żoną, o poranku :)

Choć tutaj tego nie widać, to jednak wiało bardzo mocno... Tym razem udało mi się złapać aparat na statywie, tuż po podmuchu wiatru...

Widok z platformy widokowej na Szczelińcu, w kierunku zachodnim.

Charakterystyczne urwisko po lewej to Brumovske Skały.
I znów powalający widok na przepiękne "morawskie" pola...

... i łąki... Choć to jeszcze zima, to kolorystyka zachwyca...
Wieś Pasterka i cień rzucany przez Szczeliniec. Z lewej, w rogu widać fragment liny. To część windy którą dostarczane są produkty do schroniska.
                 8.30 jesteśmy z powrotem przy samochodzie i od razu jedziemy na Mszę do sanktuarium w Wambierzycach.

Sanktuarium w Wambierzycach z wyraźnie widocznym za, Szczelińcem Wielkim.

Wambierzyce. 
                     Powrót do Radkowa, szybkie śniadanie i dalej w drogę... Tym razem jedziemy do Czech. 40 km stąd, po czeskiej stronie jest przepiękne Skalne Miasto w Ardspach. Pogoda zaczyna się psuć ale akurat na zwiedzanie skalnych labiryntów, słońce nie jest potrzebne :) Wracając, "zahaczamy" jeszcze o Kudowę Zdrój.

Skalne Miasto.

Danusia przy Gotyckiej Bramie.

Przy potoku Metuje.
Potok Metuje ma niesamowity kolor...
Pomarańczowy kolor bardzo ożywia to miejsce... Żona czuję się tu jak "ryba w wodzie" :)

...
Takie cuda natury to w Skalnym Mieście "chleb powszedni"...

Mały wodospad.

Wielki wodospad. Tu tutaj w sezonie letnim, przewodnicy przy pomocy...pilota, regulują natężenie wody spadającej z progu skalnego :)

...
W sezonie, pewnie ciężko tu się nawet dopchać a teraz jesteśmy tam sami...

...

Bez skojarzeń :) W drodze na Adrspasske Jezirko.

Jezioro Piskovna. Koniec wycieczki.
                      Na ostatni dzień, czyli poniedziałek prognozy są złe. Postanawiamy więc w końcu się wyspać przed drogą :) Jednak, przed piątą rano zerkam za okno. Jest bezchmurnie nad nami i nieco chmurek na wschodzie... Żona śpi dalej a ja ruszam na Baszty. Nie mam pojęcia czy stamtąd coś widać ale ryzykuję. Tym bardziej że dojście na nie, zajmuje mi od parkingu...3-4 minuty :) Znów bardzo mocno wieje. Widoków na wschód nie ma bo drzewa zasłaniają ale i tak "trafia" mi się piękny poranek...

Radków w porannych mgłach.

Tuż po wschodzie słońce zaczyna podświetlać chmury których tego poranka nie brakuje...

... ale to akurat bardzo dobrze :)

I znów ta plastyka i kolorystyka "morawskich" pól, tuż nad Radkowem...
...

Baszty.

Baszty raz jeszcze...
             Po śniadaniu jedziemy jeszcze na wodospady Pośny. O tej porze roku, choć wody nie brakuje, na mnie nie robią wielkiego wrażenia... Myślę że wiosną i jesienią jest tutaj dużo piękniej i mam nadzieję przekonać się o tym na własne oczy :)

Wodospady Pośny...

...

Największy wodospad Pośny...