Mała Fatra i Góry Choczańskie... Warsztaty fotograficzne.

7-9.02.2020
Warsztaty fotografii krajobrazowej - Mała Fatra i Góry Choczańskie.

          Moja blisko roczna przerwa nie prowadzenia bloga w końcu dobiegła końca... 
W piątkowe popołudnie spotykam się z Martą i Dorotą w Valaskiej Dubovej. W Janosikovej Karcmie. To tutaj od lat nocujemy, i mamy bazę wypadową na Wielki Chocz i w Małą oraz Wielką Fatrę... Od kilku dni pogoda nie jest najlepsza. Spadł co prawda śnieg ale na niebie chmury, sporo chmur... Od jakiegoś czasu "okno" pogodowe zapowiadają dokładnie od piątkowego popołudnia do niedzielnego wieczora... Czasem aż trudno uwierzyć, że planując warsztaty kilka miesięcy wcześniej - trafiamy idealnie z pogodą! 
Zaczynamy od zachodu słońca nad Zazrivą, nad przysiółkiem Grune. Zostawiamy samochód 20 minut na piechotę od polany widokowej. Zabieramy sprzęt fotograficzny oraz rakiety śnieżne - dziewczyny będę je mieć na nogach pierwszy raz w życiu... Polana jest idealnym miejscem by się nauczyć w nich poruszać... Z polany jest wspaniały widok na Małą Fatrę oraz Wielki Chocz. Chocza tym razem nie widzimy z powodu sporej ilości chmur... Nad Wielkim i Małym Rozsutcem też jest ich sporo ale słońce wyszło i pięknie operuje na polanie, na której spędzamy blisko 2 godziny... 

Zazriva Grune. Taką mieliśmy zimę...

O zachodzie słońca...

Barwy zachodzącego słońca...

Piękna ta polana...

...

O zmierzchu... Po zachodzie słońca...
           Kolejny dzień rozpoczynamy... tego samego dnia... Przynajmniej ja bo wstaję przed północą... 1.40 wyruszamy do Stefanovej. 2.30 meldujemy się na parkingu. Jest bezchmurnie, widoczność fantastyczna, mróz trzyma... 2.40 ruszamy w stronę przełęczy między Wielkim Rozsutcem a Stohem. Idzie się bardzo dobrze gdyż śnieg jest zmrożony i ubity a zatem rakiety zostawiamy w bagażniku a zabieramy ze sobą raki i raczki... Pierwszy raz podczas tego wyjazdu, odczuwam wagę plecaka... A właściwie nie samego plecaka a jego zawartości... Bolą mnie ramiona i plecy... Zastanawia mnie to, gdyż wielokrotnie nosiłem już tyle na plecach... Może mam gorszy dzień - myślę sobie po cichutku... Tempo bardzo mi pasuje bo nie chcę byśmy w okolicach Stoha byli zbyt wcześnie... W końcu temperatura oscyluje w granicach - 15 C a wiatr jest dość słaby... 5.30 jesteśmy na miejscu. Fotografów jest już całkiem sporo, podobnie jak na pobliskiej Ośnicy oraz Wielkim Rozsutcu... Ubieramy się cieplej, rozstawiamy statywy i aparaty na nich, ogrzewacze wkładamy do rękawiczek i czekamy... Na co? Właśnie na to...

Ośnica i Tatry o świcie...

Spojrzenie z okolic Stoha...

Ośnica i Tatry...
Wielki Rozsutec i zachodzący na pomarańczowo księżyc w oddali...

Do wschodu coraz bliżej...

Słońce wychodzi dokładnie nad Wielkim Choczem - celem naszego wschodu następnego dnia...

Barwy poranka...

...
Ośnica - kilkanaście minut po wschodzie słońca...

Królowa Beskidów - Babia Góra.

Wielki Chocz lub...

Vel'ky Choc...
 Po blisko 12 godzinach od nocnego wyjazdu z Valaskiej - jesteśmy z powrotem. Zmęczeni ale bardzo zadowoleni... Ponieważ dalsza część dnia zapowiada się bezchmurnie, rezygnujemy z zachodu słońca... Fotograficznie taki zachód jest niezbyt ciekawy a my dodatkowo zaczynamy odczuwać brak snu... Zasypiam zaraz po 18 tej a dziewczyny niewiele później...

            1.50 budzi mnie budzik. Na tym wyjeździe chodzę znacznie wolnej od uczestniczek więc 2.50 ruszam na Chocz a Marta z Dorotą 15 minut później... Idę pomału, mozolnie, i nadal odczuwam dyskomfort na ramionach i plecach... Byłem przekonany, że dziewczyny dogonią mnie bardzo szybko... Dzieje się to jednak dopiero na 40 minut przed szczytem... Marta też idzie dziś wolno i tylko dlatego nie zostaję wyprzedzony znacznie wcześniej... Przed łańcuchami zakładam raki gdyż jest spore oblodzenie i nie ma sensu ryzykować bez nich (tym bardziej, że w plecaku też swoje ważą...). Kilka minut przed szóstą jesteśmy na Wielkim Choczu. Póki co sami. Temperatura oscyluje znów w okolicach - 15 C a może nieco niższej... Podobnie jak na Stohu, ogrzewacze "lądują" w rękawiczkach a sok w butelce, przestaje być sokiem a robi się z niego... sorbet :) To był kolejny bardzo udany wschód oraz cały plener... 

Wielki Chocz. Spojrzenie na Góry Choczańskie i Tatry o świcie...

Pierwsze chmurki na niebie podczas tego pleneru...

Wschód słońca na Wielkim Choczu...

...
Mój ulubiony widok z Chocza...

Poranne mgły w dolinach...

Taka wypatrzona sceneria...

Dorota kolejne warsztaty chodziło swoimi drogami, dlatego na zdjęciu grupowym jest tylko Marta i prowadzący :)

Komentarze

Popularne posty