26-29.03.2026 Rozlewiska Biebrzy.

 26-29.03.2026 Rozlewiska Biebrzy.

         Nad rozlewiska Biebrzy i Narwi jeżdżę od kilku lat. Czasem sam ale najczęściej prowadząc w tym rejonie warsztaty fotograficzne. W zeszłym roku nie było rozlewisk a w tym - nad Biebrzą było dużo wody ale nad Narwią, nie mam jej już wcale... 

Pomysł był by tym razem pojechać już we środę ale, że prognozy były złe, wyjechałem dopiero we czwartek o 4 nad ranem. Pada deszcz. O 5 jestem po Bogdana w okolicach Wadowic i ruszamy w drogę. Na miejscu, w Wiznej jesteśmy przed południem. Całą drogę padał deszcz i tutaj też nic się nie zmieniło. Wygląda na to, że dziś zachodu nie będzie (przynajmniej tak wynika z prognoz...). Ale pogoda tym razem nawet mnie zaskakuje bo o zachodzie robi się czerwono na niebie ale miejsce w którym  jesteśmy (pensjonat...) nie jest zbyt fotogeniczne... Wieczorem wypływamy jednak po Narwi by fotografować bobry...

W piątek rano ruszamy do Burzyna. Całkowite zachmurzenie powoduje, że wschodu nie ma a my ruszamy na carską drogę w poszukiwaniu łosi. Ale i i ich nie ma. Przed południem, korzystając z faktu, że pogoda zrobiła się piękna ruszamy znów nad rozlewiska Biebrzy a na zachód - Biały Grąd. Tutaj jest najwięcej wody ale i ludzi także. 

Na sobotni poranek wybrałem Ruś. To tutaj łączą się Biebrza z Narwią. Część ludzi rezygnuje ze wschodu patrząc na prognozy albo po prostu chcąc się wyspać a część rezygnuje już na miejscu - nie wierząc, że coś się może wydarzyć bo znów jest bardzo dużo chmur, które szczelnie zakrywają niebo... Ale ja się łatwo nie poddaję i w prognozach widzę "okno" pogodowe na wschód. I faktycznie jest! Po wschodzie jedziemy jeszcze nad rozlewiska do Szóstaków. I znów wykorzystując pogodę podczas dnia, ruszamy tym razem na Grądy Woniecko. Miejsce piękne ale wody brak więc dość szybko stamtąd wracamy. Na zachód ruszamy w jedno z moich ulubionych miejsc czyli na łąki Giełczyna... Wieczorem czeka nas jeszcze jeden kurs na bobry a potem siadamy i omawiamy zdjęcia wykonane podczas uczestników warsztatów. Zajmuje nam to blisko 3 godziny ale warto było bo powstało naprawdę mnóstwo świetnych ujęć które wzbudzają raz większe, raz mniejsze emocje. Po północy idę spać by o...3 zadzwonił już budzik. 

W niedzielę, znów nie wszyscy - ruszamy ponownie do Burzyna na wschód słońca. Tym razem jest naprawdę pięknie i kolorowo na niebie. Znajduję także starą, drewnianą łódkę przy brzegu i staje się ona głównym tematem moich zdjęć tego poranka. Po wschodzie jedziemy jeszcze we czwórkę do Nikiszewa by sfotografować tam aleję drzew na tle nieba. I tutaj gaśnie mi samochód po raz pierwszy, chwilę potem po raz drugi i już nie...odpala. Super! A do domu ponad 500 km... Pada mi czujnik położenia wału ale pierwszy raz się cieszę, że mam takie OC które obejmuje lawetę na terenie całego kraju po awarii... Awarię jeszcze tego samego dnia naprawia w Krakowie, mój zaprzyjaźniony mechanik (choć pozornie łatwa wymiana czujnika, okazała się nie lada wyzwaniem i trwała blisko...3 godziny), to jednak co fachowiec to fachowiec! O 21 jestem z powrotem w Zawoi... 

Były to naprawdę bardzo udane warsztaty i w dużej (14 osobowej) grupie. Bardzo Wam wszystkim za to dziękuję!











































 

 

 

 

Komentarze

Popularne posty