27.01.2026 Wschód słońca na Trzech Koronach.
27.01.2026 Trzy Korony.
Jak to u mnie bywa pomysłów na ten poranek miałem kilka... Od dawna jednak "chodziły" za mną Trzy Korony. Planowałem je w tym tygodniu, to fakt ale z końcem tygodnia podczas pleneru fotograficznego. Wiele jednak wskazywało, że tym razem się nie odbędzie a zatem...
Pobudka o 2. Dwie drzemki i wstaję o 2.20. Kilka minut po trzeciej jestem w samochodzie. Wiem w którym kierunku jechać. A, że po drodze w głowie myślę o Mogielicy, Kamionnej, Wielkim Kopieńcu, Magurkach, Sokolicy czy Wysokim Wierchu, to już całkiem inna sprawa... W Sromowacach Niżnych jestem tuż po piątej. Na ostatnim parkingu, najbliżej schroniska Trzy Korony, zostawiam samochód. Czołówka na głowę i ruszam. Na drodze jest bardzo ślisko. Przy schronisku zakładam raczki na buty. "Lodowisko" zaczyna się zaraz za nim. W Wąwozie Szopczańskim są miejsca gdzie śnieg i lód są roztopione ale są też takie gdzie nie ma ani lodu, ani śniegu. Po 50 minutach jestem na Przełęczy Chwała Bogu. Tutaj, tradycyjnie już widzę "szlakowskaz" który informuje, że na Trzy Korony jest stąd 45 min. Tradycyjnie już, przechodzę tą drogę w...25 min. Przed wejściem na platformę widokową, ubieram drugą kurtkę, kominiarkę i ogrzewacze do rąk, wsadzam do rękawiczek. Na szczycie jestem sam. Okazało się, że tego poranka nikt nie przyszedł na wschód słońca. A szkoda (choć dla mnie to dobrze...) bo było pięknie. Mgły w dolinach, troszkę chmurek nad Tatrami ale przede wszystkim od wschodu. I patrząc w kierunku Sokolicy czy Wysokiego Wierchu, bardzo się cieszę, że intuicja podpowiedziała mi, żeby jednak wybrać Trzy Korony (Sokolica "wyszła" z chmur i mgieł dopiero pół godziny po wschodzie a Wysoki Wierch nieco wcześniej...). Jest mroźno (-8C) ale z delikatnym wiatrem, co powoduje, że jest całkiem przyjemnie. Godzinę po wschodzie zaczynam schodzić. Jeszcze przy "barierkach" widzę ładne światło w lesie. Robię zdjęcie, choć trwa to dosłownie kilkanaście sekund i dopiero w domu widzę, że nie jest ostre (ale zostawiam go ze względu na klimat i światło, mając świadomość jego niedoskonałości...). W drodze powrotnej, poza wiewiórką - nie spotykam praktycznie nikogo... Dopiero w pobliżu schroniska spotykam dwie turystki które idąc w totalnej mgle, są mocno zdziwione, że u góry jest tak pięknie. Namawiam je by następnego dnia poszły na wschód bo to będzie ostatni piękny poranek przed kilku dniowym załamaniem pogody... Wchodzę na chwilę do schroniska by przywitać się z zaprzyjaźnioną gospodynią Ewą i wracam na parking. Nadal stoi na nim tylko mój samochód ale akurat kiedy przebrałem buty, spakowałem plecak - zjawia się właściciel. Wiadomo w jakim celu. Bierze ode mnie 28 zł i znika.


























Komentarze
Prześlij komentarz