03 lutego 2013

XIII Świtak - Markowe Szczawiny - Babia Góra

2-3.02.2013 Markowe Szczawiny - Babia Góra (w założeniu...)

Mogło być tak jak na "świtakowej" plakietce...


Trzynasty okazał się jednak pechowy... Nie udało nam się wejść na Babią Górę z powodu fatalnych warunków pogodowych...


Ale po kolei...

Z Marysią, Gosią i Michałem spotykam się w sobotę w Zawoi przy Mosornym Groniu. Pakujemy plecaki do samochodu i wyjeżdżamy na Krowiarki. Jest dokładnie południe...
Niebieski szlak jest nieco przetarty więc idzie się nam całkiem dobrze. Pogoda? Bywało gorzej:) Delikatnie pada śnieg, wszystko w chmurach... Tuż przed 14-tą docieramy do schroniska na Markowych Szczawinach.
Gosia próbuje zmotywować nas do wejścia jeszcze na Bronę ale... ostatecznie daje za wygraną i zostajemy w schronisku:) Skoro rano tam pójdziemy...:)
Po zmroku do schroniska docierają także (po kłopotach z samochodem i nie tylko:)): Edyta, Jadzia i Krzyś. 
Ostatni przychodzi Rafał który jako jedyny z nas w tym dniu był na Babiej Górze. Jako jedyny także zostawił samochód po słowackiej stronie i dzielnie ruszył na szlak spod schroniska Slana Voda. Dla nas został:" Last action hero":)))
Wieczór mija nam w bardzo miłej i sympatycznej atmosferze. W taki gronie spotykamy się "góra" dwa razy w roku więc nie ma się czemu dziwić:) Zresztą na Świtakach zawsze panuje rodzinna atmosfera... Liczyliśmy na zapowiadany pokaz Janusza Gołębia o pierwszym zimowym wejściu na szczyt Gashebrum I 2012 ale... nie dotarł do schroniska i nawet nie raczył nikogo o tym fakcie poinformować! My byliśmy tam "przy okazji" ale sporo ludzi przyszło tam tylko na pokaz... Szkoda że nie traktuje ludzi poważnie...

O godzinie 1 w nocy wszyscy już grzecznie leżymy w łóżkach, tym bardziej że za... 3 godziny mamy zamiar wstawać by najpóźniej o 5 wyjść ze schroniska... Umawiamy się wcześniej na dwie wersje Świtaka... Nastawiam więc budzik  i o planowanej godzinie pobudki, wstaję, ubieram się i idę przed schronisko... Mgła, wiatr, całkowite zachmurzenie... W takiej pogodzie nie ma najmniejszego sensu iść na Babią bo o podziwianiu wschodu słońca w takich warunkach, można co najwyżej pomarzyć...
Wracam więc do pokoju i kładę się spać... Wieczorem ustaliliśmy iż jeśli warunki w nocy będą złe, śpimy do rana a po śniadaniu spróbujemy ruszyć na Diablak... I tak też czynimy...

9.30 wychodzimy ze schroniska. Pogoda wcale się nie poprawiła a dodatkowo zaczął sypać śnieg. Robimy pamiątkowe zdjęcie przy schronisku. Idziemy i po drodze będziemy decydować co dalej... Pod Bronę idzie się całkiem dobrze. W lesie jest spokojnie, nie wieje, delikatnie sypie śnieg... Przed ostatnim podejściem na Przełęcz Brona decyduję się troszkę przyspieszyć by być na niej jako pierwszy, tak aby zrobić zdjęcia wchodzącym... Na Bronie jest... Brrr!!!... Wieje, widoczność na kilkanaście metrów, sypie śnieg, zimno...
Wstyd się przyznać ale już tutaj powinienem zdecydować o odwrocie... Wspólnie decydujemy jednak inaczej i ruszamy dalej czerwonym szlakiem w kierunku Babiej Góry... Po kilkuset metrach zapadania się w śniegu, widoczności spadającej do kilku metrów, zawiewanych śladach i nie możności znalezienia tyczek (wytyczających zimowy szlak...), podejmujemy jedyną słuszną decyzję - POWRÓT! Póki nie jest za późno! Tym bardziej że mieliśmy w zamiarze po minięciu Diablaka, pójść dalej czerwonym szlakiem przez Sokolicę na Krowiarki... A na tamtym odcinku w przypadku złej pogody, trudności orientacyjne są ogromne!
Rafał, który ma samochód w Slanej Vodzie, także podejmuje właściwą decyzję - wraca z nami. Umawiamy się że zawiozę go z Krowiarek na Słowację po samochód...

Z jednej strony była to trudna decyzja by zawrócić a z drugiej - w mojej ocenie - jedyna słuszna w takich warunkach!!! Okazji na wejście na Królową Beskidów będziemy mieć jeszcze na pewno wiele...:)

W trzynastym udział wzięli (bez Was Świtaka by nie było!):
Edyta, Gosia, Jadzia, Marysia oraz Krzysiek, Rafał, dwóch Michałów.


Uczestnicy "trzynastego" (od lewej): Michał, Edyta, Krzyś, Jadzia, Rafał, Gosia, Marysia i ja.
Przełęcz Brona... Rafał

Edyta i Gosia
Jadzia

Edyta, Jadzia i Gosia

Marysia z Michałem

Autor i Rafał (fot. Jadzia)
Michał "Mimat"

Marysia z Michałem

i Krzyś...

Krzyś - wszyscy jesteśmy na Bronie... Kilkaset metrów dalej zapada decyzja o odwrocie...
Z powrotem przy schronisku...

Kilka łyków herbatki...

... która smakuje pysznie:)

... i dalej w drogę - na Krowiarki.