13 grudnia 2017

Okolice Lipnickiej Przełęczy...

10.12.2017 Przełęcz Lipnicka (Krowiarki)

       "Trochę szczęścia"... Przewertowałem prognozy pogody i decyduję się jechać w "moje" miejsce w okolicy przełęczy Krowiarki. Jestem jedynym który zostawiając tutaj samochód, nie idzie na Babią Górę... Kilka osób które akurat ruszają w stronę Królowej Beskidów, w mojej ocenie jest święcie przekonanych, że mylę drogę... Oni podchodzą wydeptaną drogą w stronę Sokolicy a ja ruszam w stronę Zubrzycy... Dzień wcześniej sypał śnieg i liczyłem na "dziewiczy" krajobraz...
Ruszam... Śnieg po kostki, kolana... pas... Trasa która w normalnych warunkach (czyli przedeptanym szlakiem...) zajmuje 10 minut, mnie zajmuje w tych warunkach... trzy razy dłużej... Robię przerwy bo śnieg "nie odpuszcza" ale z drugiej strony prę do przodu bo już widzę, że na wschodzie, nad Tatrami, pojawia się kolorowy prześwit... Tuż przed siódmą rano docieram w "moje" miejsce na ziemi... Nie mam jeszcze teleobiektywu który jest w drodze do mnie ale mam za to statyw firmy Benro iFoto, który mam zamiar przetestować. Test wypada celująco o czym niebawem też napiszę na blogu...

Jest naprawdę pięknie a kiedy słońce podświetla śnieg na różowo, przenoszę się w inny świat... Bajkowy. Nierealny... Myślami jednak jestem zupełnie gdzie indziej... 

"Moje" miejsce na ziemi... Docieram tutaj gdy na wschodzie pojawiają się pierwsze kolory...

... choć w miejscu gdzie jestem trwa jeszcze "niebieska" godzina...

Nad Tatrami niebo zaczyna "płonąć"...

...
Nieśmiało, nieśmiało ale...

... w końcu pojawia się słońce...

MAGIA PORANKA... Różowy kolor powoduje, że świat robi się...
... bajkowy...

Idąc tutaj przeczuwałem, że coś takiego może się wydarzyć tego poranka...

Testowany przeze mnie statyw Benro iFoto...
... egzamin zdał celująco, mimo zimna i głębokiego śniegu...

Światło...

Obowiązkowe "selfie" choć nie z kijka a ze statywu...
Kocham... taką zimę...

... ale czy ta zima o tym wie?

To był naprawdę udany poranek...

04 grudnia 2017

Mogielica.

2.12.2017 Mogielica w Beskidzie Wyspowym.

          Jeszcze w piątek prognozy w mojej ocenie są 50/50, czyli mamy 50% szansa na piękny wschód słońca a 50%, że nic nie będzie widać... Niestety, Dawid z Tadeuszem nie dadzą rady, choć Dawid od dawna marzy o wschodzie na Mogielicy... Ale i tak idziemy mocną ekipą... 6 osób w tym, dwie fotografujące... 
Na parkingu przy Wyrębiskach Zalesiańskich jesteśmy 5.20. Czekamy jeszcze na Dorotę. 5.40 Dorota, Danusia, Paweł, Piotrek, Tomek i ja, ruszamy w górę. Śniegu bardzo mało choć w Zawoi jest go naprawdę sporo. Noc jest bezchmurna i mroźna... Jak zwykle idę swoim tempem i okazuje się, że przy tej ekipie, idę cały czas na...końcu. Razem ze mną idzie Dorota. Zawsze to raźniej...
6.50 docieramy na wieżę widokową na Mogielicy. Nie widać nic... Chmury podniosły się z dolin i szczelnie zasłoniły nam świat... Po wschodzie, którego nie było widać, schodzimy z wieży i idziemy do reszty ekipy, która w między czasie rozbiła namiot i rozpaliła w bezpiecznym miejscu, ognisko... Czekają na nas kiełbaski ale...

Nagle zaczyna się przejaśniać... Szybko z Dorotą wracamy na wieżę i... 
Zresztą, zobaczcie sami... Było bardzo zimno - 15 C ale bajkowo... I nawet jakby nic nie było widać to i tak byłoby pięknie...

Mogielica. Kilka chwil po wschodzie słońca...
Bajkowo...
Mogielica...
Raz było coś widać...
... innym razem tylko światło...
Mgły w dolinach...
... pomału odsłaniają się też Tatry...
Tatry...
Łopień jeszcze w chmurach...
Tatry...
Tatry...
Polana Stumorgowa wyłania się spod mgieł...
Dzięki Dorota za miłe towarzystwo...
Dorota w akcji...
Ostatnie ujęcie i pora wracać... Niestety...

Ambasador Premium Pentax.

Ambasador Premium Pentax.

          Miło mi bardzo poinformować, że od dziś jestem Ambasadorem Premium, marki Pentax w Polsce.  Oczywiście od krajobrazu... :) Jest to dowód na to, że warto iść swoją drogą i nie oglądać się na innych... Więcej o programie znajdziecie na stronie Ambasador Pentax.

 

26 listopada 2017

Osnica w Małej Fatrze.

25.11.2017 Osnica 1363 m

        W piątek umawiamy się z Dawidem na wspólny wyjazd na wschód słońca. Myslimy o kilku miejscach ale ostatecznie wybór "pada" na Małą Fatrę. Wielki Rozsutec jest naszym celem... A przynajmniej takie mieliśmy plan...
1.45 ruszamy z Zawoi, przez Chyżne do Stefanovej k/Terchovej. Przejeżdżając blisko Zazrivy, kusi nas czy aby tam nie jechać gdyż zdjęcia można robić praktycznie z... samochodu :) Kuszące ale nie tym razem... W Stefanovej jesteśmy 3.40 a dziesięć minut później, jesteśmy już na szlaku... Niebo bezchmurne. Błoto i śnieg - towarzyszą nam od początku ale jest też fragment szlaku gdzie nie ma ani jednego, ani drugiego... Wieje jednak coraz mocnej i coraz częściej zastanawiamy się nad zmianą planów... Stoh czy Osnica? Osnica czy Stoh? Wielkiego Rozsutca wykluczamy bo choć mamy raki w plecakach, to jednak nie bardzo mamy ochotę na wspinanie się po oblodzonej skale i łańcuchach... Tym bardziej, że idzie się nie najlepiej i spowalniam Dawida... Na przełęczy decydujemy że idziemy jednak na Osnicę. Ruszamy szlakiem niebieskim... nie tym co trzeba... Odchodzą tutaj dwa szlaki w tym samym kolorze... Szybko się orientujemy i wracamy na właściwą drogę. Śniegu coraz więcej, wiatr coraz mocniejszy... Podejście pod Osnicę, choć jest krótkie, to jednak bardzo intensywne... Ale dla takich widoków warto było się namęczyć i zarwać noc!


Osnica 1363 m. Widok na Tatry, Wielki Chocz i Niżne Tatry, przed wschodem słońca...

Mgły w dolinach to coś, co lubimy najbardziej...

Wielki Chocz. Im bliżej wschodu, tym kolory intensywniejsze...

Wygląda to pięknie choć martwi warstwa chmur na wschodzie...
Wielki Rozsutec. To tam mieliśmy być ale wybór okazał się słuszny...

Choć samego momentu słońca nie zobaczyliśmy to jednak pierwsze promienie podświetliły w końcu góry...

... oraz doliny... Zrobiło się bajkowo...
Filtr szary ND1000 + polaryzacyjny, pozwoliły na "wyciągnięcie" koloru oraz rozmycie mgieł...

...

W czerni i bieli świat także potrafi zachwycić...

...
...

Zdjęcie celowo niedoświetlone by stworzyć atmosferę tajemniczości...

Dziękuję Dawid za 70-200! :)

20 listopada 2017

Jesienią nad polskim morzem - plener fotografii krajobrazowej.

16-19.11.2017 
Łeba - Martwy Las - Wydmy Czołpińskie - Wydma Łącka - Rąbki

           Uczestnicy moich plenerów, zawsze się śmieją, że kolejną relację na pewno zacznę od stwierdzenia: "Kolejny raz dziękuję wspaniałej ekipie plenerowej...". I pewnie mają rację ale nic nie poradzę, że i tym razem przyszło mi pracować z fantastycznymi ludźmi! Dlatego z tego miejsca od razu dziękuję Marzenie, Renacie, Dorocie i Paulinie za fantastyczną atmosferę podczas całego pleneru. I aż żal, że był to ostatni w tym roku plener fotograficzny, prowadzony i organizowany przeze mnie...

          Tuż po północy, razem z Dorotą, ruszamy z Zawoi do Łeby. Prognozy nie są najlepsze ale zawsze wierzę, że choć na chwilę słoneczko nam zaświeci... W czwartkowy ranek, docieramy do Łeby około 10 tej. Plener rozpoczynamy nieco później i choć mieliśmy zamiar odespać podróż, to jednak idziemy nad morze. Spać będę w nocy - teraz szkoda czasu.

         Następnie przyjeżdża Marzena z Renatą i Pauliną. Jesteśmy zatem w komplecie. Ten plener będzie wyjątkowo kameralny... Mimo iż pogoda nie zachęca, idziemy na zachód słońca na plażę w Łebie. Widzimy dokładnie tyle...

O zachodzie na plaży w Łebie...

... statki wpływają do portu...
              Następnego dnia wyruszamy o 4.30 do Czołpina. Z parkingu, idziemy na wschód słońca w okolice Martwego Lasu z nadzieją, że chmury się rozstąpią... Przestaje padać w momencie kiedy opuszczamy samochód... Wieje coraz mocniej więc mam nadzieję, że chmury się rozejdą. Podczas wschodu słońca, w miejscu gdzie stoimy praktycznie nie ma chmur ale za to na... wschodzie, jest ich sporo. Nasza cierpliwość w końcu zostaje nagrodzona i słońce zaświeci nam pierwszy raz, podczas tego pleneru... 

Na około godzinę przed wschodem słońca...

Wyszukujemy sobie motywów do fotografowania...

Martwy Las w czerni i bieli także robi wrażenie...

Nasza cierpliwość w końcu zostaje nagrodzona - słońce podświetla nam chmury...
Kolory są...

Zakładam zatem filtr polaryzacyjny by wyciągnąć kolory oraz szary by rozmyć wodę i chmury...

Martwy Las.
Barwy bałtyckiej jesieni...

...

Taki poranek za nami...

"Moje" plenerowe dziewczyny :) Marzena, Renata, Paulina i Dorota.

               W pewnym momencie trzeba jednak podjąć decyzję, że idziemy dalej... Jak to u mnie bywa - koryguję plan dnia :) Ale o decyzji informuję wszystkie panie, kiedy opuszczamy plażę...

Na Wydmach...

Cała nasza ekipa plenerowa :)
                 Nie wracamy do Łeby a jedziemy do Skansenu Wsi Słowińskiej do Kluk. Jesteśmy jedynymi turystami w okolicy... Skansen otwierają tylko dla nas. Świeci słoneczko więc korzystamy z tego i chodzimy po terenie Skansenu. Pani otwiera nam wnętrza zabudowań ale nas bardziej interesuje architektura z zewnątrz oraz konie i inne zwierzęta... 

Kluki.

Koń w skansenie w Klukach.

Renata i Marzena fotografują konie... 
Skansen w Klukach.

Jest także stado baranów...
               Przez najbliższe godziny, szukamy jakiejkolwiek czynnej restauracji w okolicy... Niestety, poza sezonem nie ma na to szans! Najbliższa jest w Słupsku ale nie chce nam się tam jechać... Dobrze, że chociaż sklepy spożywcze są pootwierane... Szukamy w Klukach, Czołpinie, Smołdzinie i wielu innych... W Gardnie postanawiamy jednak zawrócić. Robimy kilka zdjęć i na zachód słońca, wracamy do Czołpina, skąd idziemy na Wydmy Czołpińskie. Powtarza się nieco sytuacja z rana... Chmury mamy tym razem tylko na... zachodzie. 
Po powrocie razem z Dorotą idziemy jeszcze z nadzieją na udane zdjęcia nocne. Niestety, pogoda płata nam figla i choć spacer udany to zdjęcia niestety nie...

Gardno Wielkie.

Okolice jeziora Gardno.

Gardno Wielkie.
Wydmy Czołpińskie.

Łapiemy ostatnie promienie słońca...

... tego dnia...

Chmury na północy...
A na zachodzie jest ich coraz więcej...

Wydmy Czołpińskie o zachodzie słońca...

W tym miejscu kończymy kolejny dzień pleneru... Piękny dzień.
                  Sobotni poranek rozpoczynamy od wschodu słońca na wieży widokowej w Rąbce. Choć prognozy są złe - ryzykujemy. I znów to ryzyko się opłaciło... Oglądamy piękny wschód słońca choć z niesamowicie mocnym wiatrem walczymy cały czas... Nie jest to łatwe na "pracującej" wieży oraz pomoście widokowym...

Jezioro Łebsko. Widok z wieży w Rąbce.

Jezioro Łebsko.

Od wschodu widać coraz więcej kolorów...

Pomost w Rąbce...
Moment na który czekamy...

Wieje mocno o wschodzie słońca co dodatkowo podkreślam przy zastosowaniu filtra szarego...
                   Miała być chwila odpoczynku, miał padać deszcz ale... Kolejna zmiana planów! Szybkie śniadanie i ruszamy z powrotem do Rąbki, skąd meleksami jedziemy na Wydmy Łąckie. Na trasie jest bardzo wesoło ale to na tym odcinku, podczas jazdy, marznę najbardziej podczas całego pleneru :) Warto jednak było zmienić plan i znaleźć się w tym niezwykłym miejscu... Wydmy cały czas pracują i widać to po przebiegu nowej drogi, zwłaszcza na Łąckiej Wydmie. Na końcu zobaczycie też że dwoiłem i troiłem się tego dnia... Dzień kończymy powrotem meleksami oraz szkoleniem z zakresu pracy w programie graficznym Lightroom. A i jeszcze wizytą w punkcie medycznym ale o tym nie będę się rozpisywał bo wszystko skończyło się dobrze :)

Wydma Łącka. Docieramy tu kiedy słońce jeszcze operuje...

Filtr polaryzacyjny nasyca kolor piasku...

Dorota w roli statywu :)
Marzenka...

Dorota gotowa na wszystko :)

Dorota, Marzena i Paulina...
W komplecie :) Dorota, Renata, Marzena i Paulina.

A teraz bez komentarza zobaczcie Wydmę Łącką w różnych odsłonach...

...
...

Paulina - pełne skupienie...

"Piramidy"...
Tutaj widać jak mocno wieje i piasek się przemieszcza...

W oddali szczyt Rowokół i jezioro Łebsko...

Taki minimalizm - dziękuję Renia, że się tam akurat zatrzymałaś :)
...

...

Paulina z Dorotą...
...

...

...

Marzena w akcji...
Klasyczne ujęcie nad morzem...

...

Dwoiłem się i...

... troiłem by wszystko grało na plenerze :)
                    Na niedzielny poranek prognozy są fatalne... Chyba nikt prócz mnie nie wierzy, że coś się odsłoni... Ale mamy blisko na plażę więc ryzykujemy. Pada deszcz ale znów w momencie kiedy opuszczamy samochód, zdarza się cud... To był naprawdę udany plener w doborowym towarzystwie - dziękuję dziewczyny raz jeszcze!

Ostatni dzień, o poranku... Wiara czyni cuda!

...

...
...

...

Słońce pomału podświetla chmury...
Zmieniając ich kolor...

...

Pora kończyć choć żal wielki...