29 stycznia 2018

Bieszczadzki plener fotograficzny.

26-28.01.2018
Bieszczadzki plener fotograficzny.

       Zawoja, Maków Podhalański, Słopnice i Stara Wieś... Dawid, Julia, Tadeusz i Dorotka. Jesteśmy zatem w komplecie i nieco przed czasem ruszamy w stronę Ustrzyk Górnych... Jest kilkanaście minut po ósmej...
      Jedziemy na pierwszy - zimowy plener fotograficzny w Bieszczady. Reszta ekipy plenerowej jedzie z Warszawy i Krosna. Wszyscy spotykamy się na miejscu, w bacówce pod Małą Rawką.
W Bieszczadach panuje prawdziwa zima. Prognozy nie są najlepsze ale zawsze żyję nadzieję, że to TYLKO prognozy...
      Po przywitaniu przeze mnie wszystkich uczestników pleneru i bardzo krótkim omówieniu planu, o 14.30 ruszamy na pierwszy zachód słońca, na Małą Rawkę... Pogoda nie jest idealna ale bardzo dobra to poćwiczenia kompozycji, czasów naświetlania z szarymi filtrami oraz pracy ze zdjęciami w... czerni i bieli. Nie wyciągam nawet aparatu ale robię to świadomie, gdyż chcę więcej czasu poświęcić moim kursantom... Chodzę i patrzę na to co komponują i na jakich ustawieniach pracują... Zerkam, podpowiadam, jak trzeba to i poprawiam...
Niestety, zachód się nie udał ale jutro też jest dzień... W bacówce spędzamy bardzo miły wieczór a kto ma ochotę, pokazuje mi aparat ze swoimi zdjęciami i wspólnie na nie patrzymy i oceniamy...

         W sobotę o 4.30 wychodzimy z nadzieją na udany wschód słońca... Rusza z nami też Magda, z bacówki... Jakże jestem miło zaskoczony, kiedy na Połoninie Caryńskiej okazuje się, że ona także fotografuje Pentaxem :) Tym i wspaniałym ciastem po zejściu do bacówki, "kupiła" mnie na dobre :)
        Noc jest bezchmurna. Idzie się bardzo dobrze, pomalutku ale dobrze... Przed szóstą trzydzieści, meldujemy się na Połoninie Caryńskiej. Jest bardzo zimno, nieco wieje, nie ma mgieł ale zapowiada się bardzo ładny wschód słońca. Szukamy miejsca z "pierwszym planem", rozstawiamy statywy i zaczynamy fotografować... Od razu dodam, że był to najpiękniejszy wschód słońca podczas całych warsztatów...

Popołudniowe plany weryfikuje nam pogoda. Jest bezchmurnie, pięknie świeci słońce ale prognozy pogody pokazują, że dokładnie o 15tej pogoda ma się diametralnie zmienić... Zatem Tarnicę zamieniam na... Małą Rawkę. Może dziś nam się jednak uda... Kiedy docieramy na szczyt, słońce jeszcze operuje na wschodzie ale od zachodu... Zwał chmur i niewielkie szanse, że coś zobaczymy... Walczymy jednak do samego końca i choć część z nas, schodzi - nie czekając do zachodu słońca to kilka osób próbuje mi wierzyć, że może się coś odsłoni... Dziękuję Wam za to bardzo ale... nie tym razem... Kiedy patrzę na zegarek i widzę, że jest po zachodzie słońca - decyduję o odwrocie...

       Niedzielny poranek... 4.30 wychodzimy z bacówki i ruszamy w stronę "Chatki Puchatka". Z 12-osobowej ekipy idzie nas... 5 osób... Prognozy są złe ale pojawia się w nich "promyk" nadziei... I właśnie na ten "promyk", tak bardzo liczę... Dorotka, Tadeusz, Dawid, Kasia i ja. Przez poprzednie dwa dni nosiłem ze sobą raki. Nie przydały się więc zostawiłem je w pokoju... Błąd! Kijki pożyczyłem Ani i też zapomniałem zabrać tego poranka... Błąd! Dziękuję Dawid za użyczenie mi swoich kijków... Jest bardzo ślisko. Im wyżej, tym bardziej... Tym razem wędrujemy przy zachmurzeniu całkowitym ale znów z nadzieją (czy tylko ja ją mam?), że coś nam się odsłoni... I wytrwałość znów się opłaciła a intuicja w sumie nie zawiodła... Choć o wschodzie cudów nie było, to w końcu coś nam się odsłoniło...

    Ostatnim punktem programu przed wyjazdem do domów, jest ćwiczenie długich czasów naświetlania na potoku Hylatym, przy wodospadzie Szepit...

Pięknie dziękuję: Dorotce..., Kasia, Ani, Karolinie i Julii oraz Tadeuszowi, Witkowi, Czarkowi, Dawidowi, Piotrowi i Leszkowi. Za cierpliwość, wiarę, spokojne podejście do zdjęć oraz za mnóstwo wspaniałej atmosfery i uśmiechu podczas całego pleneru :)

Połonina Caryńska podczas "niebieskiej" godziny...

Połonina Caryńska podczas "niebieskiej" godziny...

Budzi się dzień na Połoninie Caryńskiej...

Kasia i Cezary podczas fotografowania o wschodzie słońca...
Połonina Caryńska. Spojrzenie w stronę Wielkiej i Małej Rawki...

...

Ania o wschodzie słońca...
Wschód słońca w czerni i bieli...

Część plenerowej ekipy... Julia, Ania, Michał, Witek, Kasia, Cezary, Tadeusz, Robert i "bacówkowa" Magda...

Dynamika w pogodzie jest spora...

... kolorystyka także... W słońcu Mała i Wielka Rawka...
...

Kasia i Dorotka przy zejściu z Połoniny...

...
Tarnica i pobliskie szczyty, przed zachodem słońca z Małej Rawki...

Połonina Caryńska w ostatnich promieniach słońca...

Julia.

Połonina Wetlińska z widokiem na Caryńską o wschodzie słońca...
Rawki...

Na to "okno" pogodowe czekaliśmy aż się przesunie znad Rawek w stronę Tarnicy...

Po wschodzie słońca na Wetlińskiej...
...

Najwytrwalsi na Połoninie Wetlińskiej... Tadeusz, Dawid, Dorotka, ja i Kasia...




24 stycznia 2018

O zachodzie słońca na Diablaku...

22.01.2018 
Diablak (Babia Góra) 1725 m


          ... tak już mam, że nieudane wchody i zachody słońca "siedzą" we mnie i od razu myślę kiedy spróbować ponownie... 
W sobotni poranek, razem z Dawidem i Piotrem, znaleźliśmy się na Wielkim Choczu. Prognozy, w mojej ocenie były 50/50... I niestety trafiliśmy na to drugie 50%, czyli... nic nie było widać. A Dorota w tym czasie była w Beskidzie Wyspowym i przysłała nam zdjęcie... Nie lubię jej od tej pory :) Piękny, kolorowy wschód jej się trafił... I pięknie to wykorzystała.
Przepraszam chłopaki ale już wtedy wiedziałem, że jeśli prognozy pozwolą to w poniedziałek pojadę na wschód słońca na Wielki Chocz... Prognozy pozwoliły ale tym razem obowiązki rodzicielskie - nie. Ale jest jeszcze zachód... 

        Mogielica, Ćwilin, Jasień... Ćwilin... Może jednak Mogielica... Nadal kocham Wyspowy ale wybór, po przeanalizowaniu słupków pogodowych pada na... Babią Górę. Po pierwsze - najbliżej bo w domu muszę być o 19 tej a po drugie, o trzeciej pobudka bo jadę na spotkanie do Ricoh w Warszawie więc wypada się nieco wyspać...

      Pakuję plecak. Dodatkowa bluza, rękawice, kominiarka... Na Krowiarkach jestem tuż przed 13 tą... Zwykle (czytaj: w weekendy), nie ma tu miejsca by zaparkować. Ale mamy poniedziałek więc są tutaj trzy samochody... Kijki, raki, statyw... Wszystko jest. Za Sokolicą zastanawiam się czy zabrałem "czołówkę" ale wolę nie sprawdzać... Była. Na Sokolicy robię pierwsze zdjęcia. To nie ta pora, nie to światło ale w głowie już wiem, że będą to czarno-białe kadry... Po drodze mijam kilka osób... Wszyscy schodzą - nikt nie wchodzi... Na Diablaku jestem zupełnie sam... Przynajmniej fizycznie... Jest bardzo zimno... ale praktycznie bezwietrznie... Od zachodu coraz więcej chmur co "dobrze" wróży, jeśli chodzi o moment zachodu słońca... :) Schodzę nieco niżej, żółtym szlakiem (który w tych warunkach - mnóstwo śniegu), próbuje mniej więcej znaleźć... Wybieram swoje miejsce na ziemi i zaczynam spoglądać na świat... Choć w plecaku mam obiektywy 150-450, 24-70 Pentaxa to juz wiem, że większość zarejestruję Pentaxem K1 i szerokim kątem - 15-30... Oczywiście na statywie Benro FIF28CIB2...

To na Wielkim Choczu zapada decyzja, że w poniedziałek...

Sokolica. Widok w stronę Małej Babiej Góry...

Kępa. Piękna, prawdziwa zima...

Słońce jest jeszcze zbyt wysoko...
Panorama z Diablaka. Od Skrzycznego, Małej Babiej po Zawoję...

Na Diablaku...

...
Przy żółtym szlaku... Spojrzenie na Tatry.

Przez chwilę jest nadzieja na piękny, kolorowy zachód słońca...

W oddali widać wystające ponad chmury szczyty Krywańskiej Małej Fatry...

... i Pilsko...
Zaczyna się "niebieska" godzina... Na śniegu zimne kolory a na tatrzańskich szczytach, ciepłe pomarańczowe barwy...

Orawa i Tatry...

...
"Śnieżni wojownicy"...

... może nawet "Lodowi wojownicy"...

"Niebieska" godzina z Tatrami w oddali...

15 stycznia 2018

Mala Upa. Zimowy plener fotograficzny...

12-14.01.2018 Mala Upa - Karkonosze

        Tytuł pleneru brzmiał "Zimowe Rudawy Janowickie i Karkonosze". W Rudawach nie byliśmy jednak ani raz... Dlaczego? Zawsze staram się znaleźć najbardziej optymalne warunki do zdjęć ale...
Spotykamy się w Bukówce w piątkowe popołudnie. Sylwia, Beata, Kasia, Agata i Patrycja oraz Tadeusz, Adam, Witek, Czarek, Piotr, Mirek z jedenastoletnim synem, Mikołajem. Zatem jesteśmy w komplecie. Mieliśmy zacząć od zachodu słońca na Zadziernej ale pogoda jest zła... Nic nie widać i nie widzę żadnej szansy na choćby małe rozpogodzenia... Plener rozpoczynamy zatem od spraw organizacyjnych oraz wspólnego... obiadu w niezbyt odległej restauracji... Po powrocie przeprowadzam wykład z teorii fotografii krajobrazowej. Ustalamy też że sobotni poranek, o wschodzie słońca spędzimy na Krzyżnej Górze w Rudawach Janowickich... W nocy praktycznie nie śpię... Dużo myślę o... Wyjazd 5.30. Krzyżną zamieniam na Czoło w Karkonoszach z nadzieją, że wyjdziemy ponad chmury... Samochody zostawiamy na Przełęczy Okraj. Tutaj jest prawdziwa zima... Ruszamy czerwonym szlakiem w stronę Czoła. Początkowo przez las a następnie nartostradą... Zerkam na kamerki ze Śnieżki i... popełniam błąd... My idziemy w chmurach, widoczność na kilkadziesiąt metrów a na Śnieżce... bezchmurnie a "morze" chmur poniżej... Właśnie w tym "morzu" teraz się "kąpiemy"... 7...7.15...7.30...7.45... Nigdy się nie poddaję fotograficznie ale patrząc w górę nie dostrzegam najmniejszych prześwitów, czy innych symptomów by cokolwiek miało nam się odsłonić... Powoli, nieśmiało decyduję, że zaczynamy schodzić... Jest bardzo zimno... Kilkoro z nas próbuje zrobić jakiekolwiek zdjęcie... Robi je także Mikołaj - jedno jedyne podczas tego pleneru...

Przerwę na śniadanie robimy w schronisku na Okraju. Zerkam na kamery na Śnieżce... Bajka... Nie mieliśmy jej w planach ale żal patrzeć na takie widoki, kiedy siedzimy dużo, dużo niżej... W czasie zejścia, nieco wcześniej, przychodzi mi do głowy pomysł... Rezygnujemy z Kolorowych Jeziorek i decydujemy się iść na zachód słońca na... Śnieżkę. Pada propozycja by wyjechać kolejką na Śnieżkę od strony czeskiej... Kilka osób jest za, kilka chce iść na nogach... Sprawa "rozwiązuje się" sama gdyż "gondola" nie kursuje ze względu na zbyt silny wiatr... O dziesiątej wychodzimy zatem ze schroniska i czerwonym szlakiem po czeskiej stronie, ruszamy w stronę Śnieżki... Jestem pełen wiary, że chmury w dolinach wytrzymają do zachodu słońca... Niepokoi mnie tylko coraz silniejszy wiatr... By na szczycie nie być zbyt wcześnie, zatrzymujemy się jeszcze w schronisku Jelenka. Pogoda się nie poprawia. Nadal wszystko w chmurach... Dodatkowo zerkam na kamery na Śnieżce... Nie widać już nic... Ruszamy dalej. Śnieg, wiatr i chmury... W trudniejszych warunkach pogodowych nie odbywał się jeszcze żaden z dotychczasowych plenerów... Podziwiam wszystkich uczestników a dla jedenastoletniego Mikołaja nawet brak mi słów... Idzie w najtrudniejszych warunkach w życiu a nie narzeka ani przez chwilę... Wielu mogłoby się od niego uczyć... Za taki wyczyn, otrzyma od nas wieczorem szampana dla dzieci :) Dodatkową motywacją była dla niego, obiecana przez tatę... gra komputerowa w nagrodę :)
Robimy pamiątkową fotografię (nie wszyscy...) i ruszamy w drogę powrotną... Robert ma kłopoty z nogami i informuje mnie, że schodzi na nocleg do Domu Śląskiego... Namawiam go jednak by spróbował iść z nami... Dzięki Bogu szczęśliwie dojdzie na Okraj... Kiedy kończą się tyczki wyznaczające zimowy szlak, można stracić orientację w terenie... Jest coraz zimniej, wieje, zapada zmrok... Udaje się nam przejść najtrudniejszy odcinek bez problemu ale też dzięki Agacie która zapisała "ślad" kiedy szliśmy w górę, w Endomondo... Dzięki bardzo!!!
Przerwa w Jelence i dalej w drogę. 19.30 wsiadamy do samochodów...
Do 23.30 prowadzę zajęcia z Lightrooma... Potem zasypiam, nawet nie wiem kiedy... Wiem, że mam dreszcze co oznacza, że troszkę jestem zmęczony...

Budzi mnie budzik o 4... Po 6 tej ruszamy na Przełęcz Okraj. Idziemy w kierunku Łysocicy w Malej Upie. Mgły jak w sobotę ale w mojej ocenie znacznie rzadsze a co za tym idzie, powinno się nam coś pokazać... Każdy marzy by choć na 5 minut wyszło słońce ale odnoszę wrażenie, że wierzę w to już tylko ja... Kiedy docieramy na miejsce, przez chwilę widać księżyc i gwiazdy... Jest nadzieja! Rozkładamy statywy i... nic nie widać... Wiara czyni cuda i chwilę potem "świat stoi przed nami otworem..." Zawsze trzeba wierzyć! Warto mieć marzenia i walczyć o nie zawsze... Można powiedzieć, że jak żaden wcześniej, ten wschód słońca po prostu sobie WYCHODZILIŚMY...
I tylko szkoda, że zrezygnowali z niego Adaś, Robert i Mirek z Mikołajem ale chłopak miał już dość... I wcale mu się nie dziwię a podziwiać nie przestanę chyba nigdy...

Dla takich ludzi warto robić to co robię... Chciałem Wam pięknie podziękować za cierpliwość, zaangażowanie, i mimo fatalnej aury - wiarę do końca i zaufanie.
Sylwia, Beata, Agata, Patrycja, Kasia, Adam, Witek, Robert, Tadeusz, Piotr i Cezary oraz Mirek i Mikołaj - bardzo dziękuję!

Próbowaliśmy jeszcze zostać na zachód słońca ale pogoda się zepsuła a i motywacji po porannym wschodzie już też chyba nieco zabrakło... No i sił... 

W drodze na Śnieżkę...

Mikołaj z tatą, Mirkiem w drodze na zachód...

Kolorystyka zmienia się co chwila... Raz jest nieco pomarańczowo (wtedy jest nadzieja że coś jednak się odsłoni) by za chwilę było szaro, niebiesko... Obserwatorium na Śnieżce.

A tak jest dokładnie o zachodzie słońca... Walczymy dalej!
Mala Upa. Ostatnia nadzieja, że uda się coś w końcu sfotografować...

Zresztą popatrzcie sami jak to wyglądało...

...
Chmury w końcu dają nadzieję na trochę światła...

Robi się iście bajkowo...

...

JEST!
Słoneczko zaczyna poczynać sobie coraz śmielej...

... w końcu jest to na co tak czekaliśmy...

Robię też zdjęcie techniką HDR (połączenie zdjęć z różną ekspozycją w programie)
W drodze...

...

...

...
...

...

...

Z tymi ludźmi można pracować nawet w najgorszych warunkach pogodowych...

... i zawsze mnie "przygarną" choćby do...zdjęcia...