24 sierpnia 2018

Polesie...

20-23.08.2018
Polesie.

       Trzy dni w Warszawie, u rodziny i ruszamy dalej... W stronę Urszulina na Polesiu... Tak spędzamy urlop w tym roku... Blisko 1400 km w 6 dni...
Nie ukrywam, że wybraliśmy Polesie gdyż planuję tutaj zorganizować warsztaty fotograficzne w 2019 roku. Przyzwyczajony do gór, nie do końca mogę się odnaleźć na zupełnie płaskim terenie... Bagna, jeziora, ptactwo i poranne mgły... Na razie mogę powiedzieć że rejon bardzo mi się podoba ale nie urzekł mnie do końca... Może jesienią... A dzieci zachwycone bo cisza i spokój, jeziorka w których można się kąpać oraz piękne trasy rowerowe, boisko do gry w piłkę nożną... A tata "urywał" się na wschody słońca i wracał nim żona i dzieci na dobre otworzyły zaspane oczka... Wybraliśmy gospodarstwo agroturystyczne w Dębowcu. Stąd ruszaliśmy na zwiedzanie regionu...

Kołacze. Można powiedzieć, że miałem szczęście że tutaj trafiłem bo nie znając terenu pojechałem po prostu "na czuja"...
Rzeka Włodawka przed wschodem słońca...

Włodawka...

Kolory o poranku robią się coraz ładniejsze...
Przechodzę 100 metrów dalej...

... otwieram przysłonę do f/5 by złapać ładne rozmycie liści na pierwszym planie... Używam teleobiektywu 150-450...

Poleskie pola o poranku świecą "złotym" światłem...
...

Wstyd się przyznać ale pola dyniowe widzę pierwszy raz w życiu...

Natrafiamy na nie jadąc polną drogą do Pieszowoli...
...

Moi synkowie na ścieżce przyrodniczej "Perehod"...

Jazda na rowerze sprawia im tutaj wielką frajdę ale nie mniejszą niż - od czasu do czasu, pozowanie tacie do zdjęć...
Ptactwo w stawie przy ścieżce "Perehod"...

Widok z wieży widokowej na ścieżkę "Perehod"...

Pawełek...
Lublin. Dziedziniec zamku...

Zamek w Lublinie - dziedziniec...

Widok w stronę zamku...
Ulica Grodzka w Lublinie.

Grześ, Pawełek i Tomek...

O wschodzie wybieram wieżę widokową w Zastawie... Żurawie akurat szykują się do odlotu...
Liczyłem tutaj na nieco mgiełek... Nie ma, więc zważając na fakt iż ptactwo mniej mnie interesuje, szybko zmieniam miejsce skąd zobaczę budzący się dzień...

Szybka zmiana decyzji bardzo się opłaciła... "Ląduję" ostatecznie w Andrzejowie k/Urszulina i takie kolory poranka na mnie czekają wśród pól...

...
...

Andrzejów. To tutaj wydobywają torf... To był krótki ale bardzo udany wyjazd...

17 sierpnia 2018

Gdzie diabeł nie może, tam... Hanusovske sedlo pomoże...

16.08.2018
Hanusovske sedlo (Spisz - Słowacja)

         "Gdzie diabeł nie może, tam... Hanusovske sedlo pomoże...". Skąd mi się to skojarzyło? Odkryłem to miejsce kilka lat temu. I choćby nie wiem jak brzydko było gdzie indziej, tu zawsze wydaje się być cudnie!
Po wczorajszym wyjściu na zachód słońca na Giewont i nocy spędzonej w samochodzie, postanawiam na wschód słońca pojechać na Łapszankę. Tak, racja... Miejsce obfotografowane o każdej porze roku, dnia i nocy ale łatwo dostępne i przy niepewnej pogodzie mało ryzykowne. Około 4.30 jestem na Łapszance. Wszystko zachmurzone, nie wspominając o tym, że nikt by mi nie uwierzył, że stąd naprawdę widać Tatry... Jadę więc dalej. Mijam kapliczkę i zjeżdżam do słowackiej Osturni. Przed piątą jestem na miejscu. Nie pamiętam już jak ani dokładnie kiedy odkryłem to miejsce ale jest to jedno z moich ulubionych miejsc fotograficznie. I nie wiem jak to się dzieje ale zawsze kiedy nie ma pogody na Łapszance, jadę tutaj i jest! Przede wszystkim kiedy tutaj przyjeżdżam, są mgły w dolinach. Tak jest i tym razem... Niebo zachmurzone ale mgły są. Rozstawiam statyw, zmieniam obiektyw i czekam. Wiele wskazuje na to, że nic się nie wydarzy. Robię zatem kilka pamiątkowym zdjęć i myślę gdzie by tu pojechać dalej. Postanawiam jednak jeszcze chwilę zostać i dzięki tej decyzji - jestem prze szczęśliwy! I kolejny raz okazuje się, że wiara czyni cuda i wierzyć (czekać!) trzeba do samego końca... Zaczęło się od delikatnego prześwitu w chmurach, przeszło przez różowe, czerwone barwy poranka a skończyło na pomarańczach...
I tylko żałowałem, że akurat obiektyw 24-70 mam w naprawie... Ale poradziłem sobie tym co miałem czyli 15-30 oraz 150-450. Zresztą w to miejsce nawet nie wybierajcie się bez teleobiektywu... (70-200 mm w zupełności wystarczy).

Hanusovske sedlo. Dla mnie moment kulminacyjny...
Hanusovske sedlo. Kiedy przyjechałem niewiele wskazywało na to że może być tak magicznie...
Były mgły, wieloplanowość ale brakowało światła...

Pomału zaczyna się kolor na chmurach...
Tak wygląda to miejsce w całości... Dobrze jest tutaj operować głównie teleobiektywem...
... I kiedy niewiele wskazywało że coś więcej się pokaże...

... rozpoczęła się prawdziwa gra świateł i cieni - coś co ja kocham w fotografii!

Klimat jak z bajki...
...

Punkt kulminacyjny raz jeszcze...

Kraina... baśniowa kraina...
..."mlekiem" płynąca...

Tutaj zabrakło mi obiektywu 24-70...

...
...

...

Bez teleobiektywu ani rusz...
Delikatne "lasery" kończą mój poranek w tym miejscu... Magiczny poranek.

Na Giewoncie o zachodzie słońca...

15.08.2018
Dolina Małej Łąki - Giewont - Dolina Strążyska - Dolina Małej Łąki

         Od jakiegoś czasu wybierałem się na Giewont, na wschód słońca ale ostatecznie trafiłem tam na... zachód. Od kilku dni, obserwując kamery internetowe na Kasprowym, widziałem że zarówno o wschodzie jak i o zachodzie słońca dzieją się tam cuda... Dzień później też tak było ale ja akurat wybrałem... "najgorszy" z nich...
Patrząc na prognozy, szanse na udany zachód oceniam 50/50. A że jestem z tych którzy lubią ryzykować - jadę. Samochód zostawiam na parkingu przy Groniku, u wylotu Doliny Małej Łąki. Niebo zachmurzone. Idzie się bardzo dobrze choć od razu czuję że nie jest to "mój dzień" jeśli chodzi o tempo chodzenia... Ale czasu mam sporo więc wędruję sobie bardzo spokojnie. 
Na Wielkiej Polanie Małołąckiej, nieśmiało zaczyna przebijać się słońce. Tutaj spotykam też młodych turystów którzy informują mnie "proszę uważać bo dziś tutaj w lesie widziano niedźwiedzia...". Z jednej strony nie mam podstaw by im nie wierzyć - z drugiej, ich uśmiechy wydają się nieco podejrzane... Tak czy inaczej, misia nie spotykam :)
Na Przełęczy na Grzybowcu słońce świeci już bardzo mocno. Czyżby prognozy się nie sprawdziły i wypogodzi się na dobre? "Michał - to są przecież Tatry więc w ciągu chwili wszystko może się zmienić..." - myślę sobie... Tak czy inaczej, dokładnie po 3 godzinach wędrówki, staję przy krzyżu na Giewoncie. Mimo iż mamy 15-ty sierpnia, święto - o tej porze na szczycie nie ma już nikogo... Po mnie przychodzi jeszcze 5 może 6 osób ale szybko schodzą w dół... Wyciągam aparat, rozstawiam statyw. Robię zdjęcia bo z pogodą może być różnie... Z dolin zaczynają podnosić się mgły, które co jakiś czas "przelewają" się przez Giewont i tatrzańskie szczyty a chwilami, całkowicie niwelują widoczność... Umówiłem się tutaj wstępnie z Adamem Brzozą który być może dziś dotrze podczas biegowego treningu... Potem się dowiem że zawrócił z Doliny Małej Łąki gdyż dopadł go deszcz... Mnie udaje się zrobić kilka zdjęć ale jakieś 20 minut przed zachodem, przychodzą chmury które ograniczają widoczność do zaledwie kilku metrów... Zaczyna padać deszcz... Kamienie robią się śliskie... Pakuję sprzęt i zaczynam schodzić. Czołówka, łańcuchy, krok za krokiem... Widoczność spada do 2 może 3 metrów... Z powrotem wybieram szlak przez Dolinę Strążyską. W ręce cały czas trzymam flarę w razie spotkania z misiem... Śpiewam jakby mnie nie słyszał... :) Droga dłuży się niemiłosiernie. Stopy bolą coraz mocniej... Adaś przysyła mi mapę pogody na rano. Wygląda że będzie kiepsko... Karol Nienartowicz też dopytuje jak było... Dzięki chłopaki! Tuż przed północą docieram do samochodu. Małe uzupełnienie zapasów napojów na stacji i jadę na Cyrhlę. W planie mam nocleg w samochodzie oraz wejście na wschód słońca na Wielki Kopieniec. Niebo momentami jest bezchmurne... Zasypiam po północy. 3.30 dzwoni budzik... 3.40 kolejny raz... Ostatecznie 4.07 budzę się kolejny raz... Tatry zachmurzone więc na wschód ruszam w stronę Łapszanki... Ale o tym w kolejnej relacji na blogu...

Giewont. Jedna z nielicznych chwil z widokami przed zachodem słońca...
Kiedy wszedłem na Giewont było jeszcze tak...

Piękne, malownicze chmurki...

...
Nad Czerwonymi Wierchami, chmur zbierało się coraz więcej...

Tatry Wysokie...

Zaczyna się w tym momencie prawdziwe "polowanie na światło"...
...

...

Przez dosłownie kilkanaście sekund mam nadzieję na wspaniały spektakl o zachodzie słońca...
Jak to mówią "nadzieja umiera ostatnia..."...

Jest klimatycznie ale niestety tego dnia nic więcej już nie zobaczę...

Zaniosło się całkowicie... Pora schodzić.