16 stycznia 2017

23. Świtak. Masyw Babiej Góry...

14-15.01.2017 Markowe Szczawiny.

                 Jakiś czas temu nosiłem się z zamiarem rezygnacji ze Świtaków... Ale że to już dwunasty rok, jak spotykamy się w górskim gronie, z grupą przyjaciół, to chcę to nadal robić :) Mimo iż parę osób, często bardzo zaangażowanych w Świtaki, nie ma już ochoty na nie jeździć to jednak jest kilka osób bez których nie miałoby to sensu! I dziękuję Wam za to!
                 Był to jeden z najtrudniejszych Świtaków... Dość powiedzieć że 700 m od szczytu (w linii prostej), na wysokości blisko 1630 m npm, podjąłem jedyną słuszną decyzję - zawracamy... Zapadanie w śniegu po uda, silny wiatr, marznący śnieg i widoczność na kilka metrów... Wystarczający podwód? Kiedy stajemy w miejscu gdzie nie mamy pojęcia w którą stronę ruszyć bo na wschód, zachód, południe i północ wszystko wygląda identycznie, wracamy póki jeszcze widać nasze ślady. Słabo bo słabo ale widać...

                  Spotykamy się w sobotę na Markowych Szczawinach. Po mnie przychodzi Michał. Wybrał niefortunną drogę, bo czarny szlak z Zawoi. Niestety - niemal cały musi przecierać co zajmuje mu 3 godziny... Mnie z Markowej droga zabiera... godzinę. Po krótkim odpoczynku, patrząc co dzieje się za oknem, decydujemy że idziemy na zachód słońca na Cyl, czyli Małą Babią Górę. Z pomysłu rezygnujemy po dotarciu na Przełęcz Brona. Szlaku na Cyl nie widać a tutaj robi się piękne światło, co cieszy nas obu i zaczynamy fotografować... Atmosferę psuje tylko jakiś "..." (tu wstaw słowo jakie Ci tylko pasuje...), który po słowackiej stronie jeździ tam i z powrotem skuterem śnieżnym i smrodzi niesamowicie!
Wieczorem, jesteśmy w komplecie w schronisku. Tym razem dodatkową atrakcją jest aukcja dla WOŚP, którą prowadzi nasz znajomy Jacek. Niestety, aukcja trwa w nieskończoność i to nie tylko ze względu na dużą ilość licytowanych przedmiotów ale... Dobra, nie o tym miało być:) Za oknem cały czas sypie śnieg...

                 5.20 wychodzimy ze schroniska. Aż sam nie mogę uwierzyć widząc gwiazdy na niebie! Ale znając Babią, wiem że w każdej chwili może się to zmienić... Jakieś 15 minut później, znów zaczyna sypać... Na Bronie już wieje i sypie... Ktoś szedł przed nami bo widzimy ślady na śniegu, które bardzo nam pomagają. Do czasu... Jak się później okaże, chłopaki też zgubili szlak, zeszli na Słowację ale udało im się wrócić na szlak i wejść na Diablak. Ale nie widzieli nic... Co upewniło mnie w przekonaniu że podjąłem, jedyną słuszną decyzję. Choć oczywiście każdy szedł sam i mógł decydować co robi dalej...

Mam nadzieję że 24. Świtak dojdzie do skutku i odbędzie się faktycznie na Śnieżniku :)

Sobota. Przed 13-tą jestem blisko schroniska i pogoda nad Babią zaczyna się klarować...

Przełęcz Brona. Wieje bardzo mocno...

Ale jest naprawdę pięknie...

...
Okolice Złotnicy a z lewej w oddali widać Diablak...

My jednak skupiamy się na spektaklu który tworzą: chmury, słońce i zimowe klimaty...

...
Raz ciemniej, raz jaśniej na śniegu...
Lasery...
...

Pięknie to wygląda...
Odwrót... Krzyś.

Wiesia z Przemkiem...

Wreszcie zrobiło się nieco jaśniej i nie wieje. Spokojnie można napić się herbatki...

Na Bronie, od lewej: Michał, Zbyszek, Krzyś, Przemek, Wiesia, Oliwka, Agnieszka, Paweł, Michał, Olek, Rafał i Piotrek.





09 stycznia 2017

Zimowy, pienińsko - gorczański plener fotograficzny.

6-8.01.2017 
Wdżar, Lubań, Wysoki Wierch, Przełęcz Pod Tokarnią.

            Pierwszy w tym roku, pierwszy w ekstremalnie trudnych warunkach cieplnych, przy arktycznym powietrzu - przeszedł do historii. Pracowaliśmy w temperaturach - 20 - 30 stopni... Przy odczuwalnych temperaturach jeszcze niższych!
I od razu, na samym początku chciałem podziękować niesamowitej ekipie fotografów za cierpliwość, wytrwałość i wyrozumiałość w warunkach, w jakich przyszło nam pracować! Dziękuję - Ani, jednej i drugiej, Kindze, Marzenie, Eli i Reni, Ince oraz Czarkowi, Przemkowi, Danielowi, Sebastianowi, Patrykowi, Tomkowi i Piotrkowi - CHAPEAU BAS!

             W piątek, w święto Trzech Króli, rozpoczynamy od zakwaterowania w schronisku Trzy Korony w Sromowcach Niżnych. Czternasta z minutami, jedziemy samochodami na Przełęcz Snozka, skąd udajemy się na górę Wdżar (Gorce) na zachód słońca. Nie udaje się on zbytnio ale jest okazja by poznać plenerowiczów i zobaczyć jak, i na jakim sprzęcie pracują.
Wracamy na obiad do schroniska. Po nim następuje wprowadzenie do pleneru, przedstawienie się uczestników, pokaz zdjęć które przywieźli...

             Sobota. Tuż po 4 - tej rano, jedziemy ponownie w stronę Gorców. Samochody parkujemy w Kluszkowcach i 4.45 ruszamy na Lubań. Termometry wskazują - 21 C... Na tą noc meteorolodzy przestrzegali przed temperaturą odczuwalną, w górach, nawet do - 60! W warunkach letnich trasę pokonuję się w 1.30 więc zakładam że pójdziemy 2-2.5 h. Trafiam idealnie gdyż część z nas dociera na Lubań o 6.45, a ostatni o 7.15. O dziwo, na Lubaniu jest już spora grupa fotografów, nawet nocujących w namiocie - na wieży... Napiszę krótko - w tak niskich temperaturach jeszcze nigdy nie fotografowałem! W mojej ocenie, temperatura odczuwalna mogła być w granicach - 40 stopni! Ręce, nogi, nosy - zamarzały (czubek mojego nosa coś o tym wie...). Wiele aparatów i obiektywów szwankowało - blokowały się lustra, odmawiał posłuszeństwa AF, zmiennoogniskowe obiektywy miały problemy z wysuwaniem i chowaniem... Oczywiście, akumulatory też odmawiały współpracy. Ale daliśmy radę a warunki było fantastyczne choć brakowało nieco obłoczków i mgiełek w dolinach... Ale nie narzekamy! :)
             Po śniadaniu w schronisku, robimy 2 godziny przerwy. 13.45 część z nas jedzie na Przełęcz Pod Tokarnią, skąd idziemy na zachód słońca na Wysokie Wierch. Reszta na Przełęcz rusza nieco później, skąd będą fotografować o zachodzie słońca... Na Wysokim jest, "tylko" - 20 stopni ale nieco wieje, więc odczuwalna musi być niższa... Po dotarciu na szczyt, spotykamy grupę warsztatową która pracuje pod okiem mojego kolegi - Piotrka Trybalskiego. Bardzo miłe spotkanie :) Znów o zachodzie brakuje nieco chmurek ale światło jest piękne...
Wracamy na obiad do schroniska. Po, pokazuję uczestnikom mój sposób pracy z programem Lightroom 6. Około 22 giej część idzie spać (czyt. "obrabiać" zdjęcia lub korzystać z FB:) ), a inni zostają by porozmawiać o fotografii i nie tylko o niej.

           Niedziela. Pierwotnie plan zakładał że pójdziemy na wschód słońca na Trzy Korony. Jednak obserwując uczestników, prognozy i zdając się na własną intuicję, decyduję że drugi poranek z rzędu, przy tak ekstremalnie niskich temperaturach, na małej, ciasnej i nie osłoniętej platformie widokowej - nie jest dobrym pomysłem. W sobotni wieczór oznajmiam moją decyzję plenerowiczom, którzy przyjmują ją - jak mi się wydaje, z wielką ulgą. Proponuję wyjazd samochodami na Łapszankę lub ponownie, Przełęcz Pod Tokarnią, z "naciskiem" na słowacką przełęcz gdyż w mojej ocenie, wschód słońca o tej porze roku jest tam piękniejszy niż na Łapszance. Mamy kłopoty z odpaleniem samochodów ale w końcu się udaje... Kiedy dojeżdżamy na miejsce, na wschodzie są chmury, na południu - nad Tatrami jest bezchmurnie... - 30 C. Trzy Korony "toną" w chmurach, więc już się cieszę ze zmiany decyzji. Parkujemy obok samochodu słowackich fotografów którzy jak się później okazało, byli tam już od 4 nad ranem... Czekamy ile się da w samochodzie by się nie wyziębić i na 10 minut przed wschodem, w końcu wychodzimy. Rozstawiamy statywy i w ciągu zaledwie kilku minut, tworzą się chmurki nad Tatrami i zaczyna się niesamowity spektakl... Raz chowamy, raz wyciągamy aparaty z plecaków. Dynamika jest bardzo duża...  

Tuż po 9 tej jesteśmy z powrotem w schronisku, na śniadaniu. Pakujemy się i znaczna część wraca do domów. Tylko w 6 osób jedziemy jeszcze na szczawnicki wodospad Zaskalnik. Pięknie się prezentuje w zimowej szacie, co oznacza że ćwiczenia długich czasów na nim, tym razem nie poćwiczymy...

To tylko trzy dni ale potrafią zbliżyć pasjonatów fotografowania na tyle że nawiązują się przyjaźnie i żal się rozstawać...    

Po blisko 2,5 h marszu, docieramy na wieżę widokową na Lubaniu. Jest grubo poniżej - 30 stopni. Wieje.

Widok o świcie na Tatry.

Spojrzenie na zachód... Babia Góra i Pilsko, wyraźnie widoczne...
I na wschód... Polana Lubań.

"Klasyczne" ujęcie z Lubania, czyli zawierające drzewko z lewej strony...

W dole, góra Wdżar z trasami narciarskimi...

Wdżar a tatrzańskie szczyty, podświetlają pierwsze promienie budzącego się słońca...
Gorce i Babia podświetlone pierwszymi promykami słońca...

...

Pienińskie szczyty...

W gorczańskim lesie. Piotrek schodzi w stronę Kluszkowiec.
Sebastian.

Piotrek, Ania, Patryk, Czarek, Sebastian i Daniel - to tylko część, z piętnastoosobowej, mocnej ekipy.

... w stronę Tatr...
Czarek - nic dodać, nic ująć...

Wysoki Wierch. Tatry o zachodzie słońca...

Lubań, podświetlony promykami zachodzącego słońca...

Z lewej wyraźnie widoczny, lecz z nieco innej perspektywy - Giewont.
Przełęcz Pod Tokarnią (SK). Efekt zastosowania filtra polaryzacyjnego, zniwelował chmury...

... a tutaj je wyodrębnił. Piękny poranek przy - 30 stopniowym mrozie...

Tatry Wysokie z Łomnicą po lewej...

Choć przed samym wschodem niebo było bezchmurne nad Tatrami, to w ciągu kilku chwil, to chmury wraz ze światłem, grały główną rolę.
Na wschodzie widoczne "okno" pogodowe...

A na południu, coraz więcej chmur...

Przebijające się słońce, stworzyło z drzewami, niesamowitą grę świateł...
...

Zamarznięty wodospad Zaskalnik w Szczawnicy.





02 stycznia 2017

Zawoja i nie tylko... Plener fotograficzny.

29-31.12.2016 Zawoja i Łapszanka.

To był niezwykle udany plener fotograficzny, tym razem w bardzo kameralnym lecz niezwykle sympatycznym gronie :) Plener indywidualny, dla 3 osób.

           Arleta, Gabrysia i Andrzej docierają do Zawoi przed południem. Kwaterują się w pokojach gościnnych, u zaprzyjaźnionych ze mną gospodarzy. Od rana zachmurzenie duże, z przejaśnieniami więc od razu zmieniam plan. Ruszamy o 13 nad wodospad Mosorczyk. W zimowej aurze wygląda nieco "skromniej" niż jesienią ale nam zależy na pracy z długimi czasami. Zachód próbujemy zobaczyć z wieży widokowej pod Beskidzkim Rajem ale niestety aura nam nie sprzyja. Ale od jutra ma być lepiej... Dzień kończymy wykładem z teorii fotografii, z naciskiem na krajobrazową.

           4.45 ruszamy z Zawoi w stronę Krowiarek. O 5 "meldujemy" się na parkingu, który choć jest na nim kilka samochodów, to jednak świeci pustkami w dniu dzisiejszym... Dziewczyny mocno ruszają w górę a ja zastanawiam się czy nie przesadziły z tempem. Chwile potem zwalniają... Idzie się dobrze choć jest troszkę ślisko. Czas mamy bardzo dobry i zważając na fakt iż jest to ich pierwsze górskie zimowe wejście w ogóle, temperatura grubo poniżej zera, staram się tempo tak dostosować byśmy nie byli za wcześnie - zbyt wcześnie, przed wschodem słońca. Świtać zaczyna ok 6.30 - wschód 7.37. O 7 stajemy na szlaku, między Kępą a Gówniakiem z przepięknym widokiem na Tatry, Orawę, Gorce... Rozstawiamy statywy i przez blisko 1,5 godziny, "walczymy" z kadrami i przenikającym zimnem... 9.30 jesteśmy z powrotem na Krowiarkach. Śniadanie, przerwa i po południu ruszamy na zachód, raz jeszcze na wieżę widokową pod Beskidzkim Rajem. Tym razem o wiele ciekawszym niż dnia poprzedniego. Znów jest bardzo zimno i tym razem dwa aparaty odmawiają współpracy... Po obiedzie, prowadzę zajęcia z Lightrooma. Umawiamy się na 5 rano.

          5.00 ruszamy w kierunku Orawy, Spisza by wschód słońca podziwiać z Łapszanki. 6.20 jesteśmy na miejscu. Zaczyna świtać i chwilowo jesteśmy sami. Z czasem jednak, fotografów jest coraz więcej... Kolejny piękny, choć bezchmurny wschód słońca. Po powrocie, śniadanie, utrwalenie programu Lightroom i czas kończyć plener. Mija dokładnie godzina 14 - ta. Sylwester 2016.

           Arleta z Gabrysią i tatą, Andrzejem wracają do domu. Smutno się rozstawać ale mam nadzieję że jeszcze kiedyś się spotkamy bo to przesympatyczni ludzie, zdolni uczniowie i wspaniali kursanci, nie bojący się zadawać pytań :) A to się ceni!
            

Świt, oglądany ze szlaku na Diablak, w masywie Babiej Góry...
Spojrzenie o świcie na Tatry i Orawę.
Beskid Wyspowy w pełnej okazałości...
Budzi się dzień...
Nie byliśmy jedynymi fotografującymi tego poranka...
Gorce w oddali...
Na Orawie cudowny spektakl przygotowały nam mgły i światło...
...
...
Orawa.
...
Orawa o poranku...
Arleta, Andrzej i Gabrysia - wspaniali kursanci.
Andrzej, Arleta i Gabrysia.
Sylwestrowy poranek na Łapszance...
Przez chwilkę pojawiły się na niebie, delikatne obłoki... Zniknęły jednak zbyt szybko...
Tatry podświetlane pierwszymi promieniami wschodzącego słońca...
Tatry...
...
...
Łapszanka.
Spojrzenie na Tatry...
Gra świateł i cieni...
Kursanci...
I ja miałem przyjemność sfotografować się z Arletą, Gabrysią i Andrzejem :)