11 czerwca 2018

Ogród Pełen Lawendy o wschodzie słońca...

9.06.2018
Ostrów k/Proszowic
"Ogród Pełen Lawendy" o wschodzie słońca...

       Trzy dni temu byłem tutaj na zachodzie... Wtedy już wiedziałem, że muszę tutaj wrócić na wschód z nadzieją, że nie będzie tutaj dużo ludzi... Wybór pada na sobotni poranek. Jedziemy w szóstkę. I faktycznie, poza nami o wschodzie słońca nie ma tutaj nikogo... Nawet punkt kasowy jest zamknięty (co mnie wcale nie dziwi o tej porze...). Napiszę tylko, że wstęp to 5 zł a gdybyście chcieli zrobić tutaj sesję ślubną, trzeba się liczyć z wydatkiem 50 zł.
Ale miejsce ma niezwykły kilmat, kolorystykę i polecam każdemu się tutaj wybrać... 

Lawendowe pole... Około 50 minut przed wschodem słońca...

10 sekund naświetlania spowodowało, że chłopaki zostali "rozmyci" na zdjęciu...

... więc zdecydowanie lepiej wyszedł kadr bez nich :)

...
Na północy jest niebieskie niebo...

... a od wschodu piękna kolorystyka... Czerwienie, pomarańcze, żółcie...

I tylko chmurek nieco brakuje...
Choć na północy kilka jest...

Budzi się słońce i zerka na nas zza pagórków...

Jest coraz piękniej...
...

Pierwsze jego promienie docierają do lawendy...

Świat od razu robi się piękniejszy...
A tylne światło robi cuda z lawendą... Zresztą sami zobaczcie...

...

...

...
Lawendowe szaleństwo...

... boczne światło...

I znów wróćmy do światła tylnego...
...

Nie wszystko musi być oczywiste...

Czasem nawet lepiej jak nie jest...

Pasja daje radość...
"Rodzynek" wśród lawendy...

10 metrów obok lawendowych pól, mamy makowe pole...

Raj dla makrofotografii i nie tylko...
...

To był bardzo udany sobotni poranek...

Ogród pełen lawendy o zachodzie słońca...

6.06.2018
Ostrów k/Proszowic

     Nie jest to może Prowansja ale bardzo blisko Krakowa, tuż obok Proszowic... Lawenda kwitnie właśnie w czerwcu. A Ogród Pełen Lawendy stał się bardzo popularny... Przyjeżdżają tutaj ludzie z psami by im zrobić sesję... Z dziećmi oraz fotografowie ślubni ze swoimi klientami... 
Tego dnia, naiwnie liczyłem, że nie będzie tutaj ludzi... W końcu środek tygodnia... Ale im bliżej zachodu, tym mniej ludzi a o zachodzie była nas już dosłownie garstka... 
Jeszcze tutaj wrócę na wschód...

      
Ostrów k/Proszowic. 10 metrów od lawendy, mamy także pola maków...

Ogród Pełen Lawendy...

Lawendowe pola, nie są może tak okazałe jak w Prowansji ale i tak robią wrażenie...

...
"Jak tu podejść do tematu?" - wydaje się mówić mój kolega...

O zachodzie robi się coraz piękniej...

Kolory na niebie + filtr polaryzacyjny dają piękny efekt...

... choć przy szerokim kącie (obiektyw 15 mm), polaryzacja światła staje się nierówna...
Ostatnie ujęcie i pora wracać... Wrócę tutaj za... 3 dni :)

05 czerwca 2018

Beskidy Wyspowy i Gorce. Wiosenny plener fotograficzny.

31.05-3.06.2018
Słopnice (Wilkowisko, Gorc, Pisarzowa, Mogielica, Zalesie, Jaworz)

    Tym razem warsztaty fotograficzne zagościły w Beskid Wyspowy. Naszą bazą jest niezwykle malowniczo położony domek w Słopnicach. Pod samym lasem, blisko rzeki... Istna sielanka...

Plener rozpoczynamy od wspólnego obiadu w Limanowej. Ta pora roku ma to do siebie, że nie trzeba się nigdzie spieszyć bo wschody są bardzo wcześnie a zachody późno... Ma to swoje plusy ale i minusy... W nocy śpimy po 2 godziny ale za to - odsypiamy w dzień :)
Jesteśmy w komplecie. Ania, Dorotka jedna i druga, Kasia, Adaś, Tadeusz, Sławek z Romanem oraz Czarek. Na zachód słońca jedziemy na wzgórze, nad Wilkowiskiem. W wysokich trawach gubię dekielek od "wypukłego" obiektywu jakim jest 15-30/2.8... Szukamy go z latarkami we trójkę... Niestety... Odnajduję go tutaj dopiero nazajutrz... Leżał w trawie, bardzo wysokiej, tuż przy wydeptanej ścieżce... Hip-hip-hurra!

W piątek pobudka 0.30. O pierwszej jedziemy do Lubomierza Rzek. 1.45 ruszamy na Gorc. Na wieży jesteśmy dokładnie o 4 nad ranem... Od wschodu widać już mocne kolory, od południa ledwo majaczą Tatry... Przejrzystość słaba ale nie jest źle... Wieje bardzo mocno, co powoduje, że cała wieża "pracuje" i zrobienie ostrego zdjęcia może nie graniczy z cudem ale nie należy do najłatwiejszych... Kasia ma kłopoty z żołądkiem... Początkowo wydaje się, że robiąc krótkie przerwy da radę sama wejść i zejść... Zabieramy jej plecak i statyw... Przy zejściu jest coraz gorzej... Wymioty, dreszcze... Ostatecznie o 7 rano, korzystam z aplikacji "Ratunek" (dzięki bardzo Sławek!!) i wzywamy GOPR. O ósmej Kasia zapakowana w nosze, na przyczepie za "kładem", rusza z "goprowcami" w doliny... Tam zabiera ją karetka do szpitala w Limanowej... Dzięki Bogu tym razem skończyło się tylko na strachu bo wszystkie badania wychodzą w miarę dobrze i na zachodzie Kasia jest znów z nami... Tym razem spędzamy go w Pisarzowej w miejscu zwanym "Górą Pięciu Krzyży" lub "Górą Pięciu Kościołów". Sam do końca nie wiem czy widać z niej pięć krzyży czy kościołów... :)
 Sobotnia noc. Budziki dzwonią przed drugą... Wstaje się ciężko... Przed nami Mogielica. Ruszamy z Wyrębisk o 2.30. I znów, jak na Gorc, docieramy na wieżę o 4 nad ranem... Tym razem Tatr nie widać wcale... Mgieł w dolinach też brakuje... Ale wieje znacznie mniej. Dobrze, że poza nami początkowo nie ma na niej innych turystów, gdyż zajmujemy ją w całości i ciężko się po niej poruszać nawet... Wschód... Był... Choć nam nie było dane zobaczyć samego momentu kiedy wychodziło ponad horyzont, to kilkanaście minut po, zaświeciło i nam...
W drodze powrotnej robimy zakupy na popołudniowego grilla. Po powrocie tradycyjnie już - śniadanie, sen... Po drzemce wykład z teorii fotografii krajobrazowej a potem... grill :) Kuchcik Cezary usmażył dla nas świetne kiełbaski, cukinię a przemiłe Panie przygotowały sałatki... Nastrój sielanki przerywały nam bardzo obfite opady deszczu i grzmoty... Burza na całego! Ale to zwiastowało bardzo ciekawy zachód słońca... Po 18 tej nagle zaczyna się wypogadzać... Szybko podejmuję decyzję - jedziemy! Choć początkowo zakładałem, że pojedziemy do dość odległego Czorsztyna, to ostatecznie obserwując jakie cuda dzieją się w Zalesiu - tam zostajemy na zachód słońca... To była bardzo dobra, wspólnie podjęta decyzja...

Na niedzielę prognozy są już bardzo złe... W nocy leje ale mimo to, proponuję byśmy jednak zaryzykowali i pojechali na Jaworz. Połowa się decyduje na ten wyjazd. Słońce zobaczyliśmy ale jak to się pięknie u nas mówi, wśród fotografów: "szału nie było"... Cezary by do tego jeszcze dodał: "U Michała był czas przywyknąć, że szału nie ma..." :) Prawdziwy przyjaciel :)

Po śniadaniu pakujemy walizki, torby i inne plecaki... Czas pożegnać i mnie osobiście bardzo żal, że ten czas minął tak szybko... 

Pięknie Wam dziękuję za wspólne wędrowanie, wyczekiwanie na warunki, uśmiech... Pięknie dziękuję szczególnie Dorocie, Tadeuszowi, Czarkowi za pomocną dłoń w czasie kłopotów zdrowotnych Kasi oraz Sławkowi za jeden telefon!

W plenerach fajne jest to, że jesteśmy przede wszystkim grupą bardzo dobrych znajomych, nie rzadko przyjaciół i za to WAM szczególnie dziękuję...

Wilkowisko. I ja popełniam błędy... Zdjęcie zrobiłem na przysłonie F5.6 co spowodowało, że nie wszystkie elementy znalazły się w głębi ostrości... Ale znalazł się nazajutrz... dekielek :)
Samotne drzewo i krzyż z Panem Jezusem...
Zachód słońca w Wilkowisku.
Dobranoc...
Po zachodzie...
Pamiętajmy by po zachodzie słońca nie chować od razu sprzętu do plecaków...
10-15 minut po zachodzie, zwykle rozpoczyna się najpiękniejsza gra kolorów na niebie i chmurach...
Czas się zbierać...
Gorc. Przed wschodem słońca...
Widok który cieszy nas bardzo...
Wreszcie jest...
Teraz pozostaje nam tylko czekać kiedy słońce przebije się przez chmury i...
... zacznie podświetlać gorczańskie lasy i polany...
Widać i tatrzańskie szczyty... Słabo bo słabo ale jednak są...
Spojrzenie w stronę Beskidu Sądeckiego...
...
Światło - jest czymś na co zawsze czekam i czego szukam w górach i nie tylko w nich...
...
Beskid Sądecki...
Pisarzowa. Niecałą godzinę przez zachodem słońca, w chmurach pojawia się "pomarańczowa dziura"...
... i kwiecista polana robi tutaj największą "robotę", tworząc piękny pierwszy plan...
Mogielica. Słońce kiedy jest dość wysoko, dopiero nam się ukazuje...
... i zaraz znów znika za chmurami...
Najważniejsze, że są kolory...
... w końcu pojawia się też światło na Polanie Stumorgowej...
Zalesie. Krajobraz po burzy... Zmienia się też natężenie i kolorystyka światła...
Mgły występują tutaj w roli głównej...
...
"Lasery". Nie ma fotografa pejzażowego, który by na nie nie "polował"...
Zawsze robią wrażenie... I najlepiej są widoczne przy tzw. tylnym oświetleniu.
...
Dosłownie na kilka sekund, przed zachodem, światło staje się bardzo intensywne i...
... wręcz pomarańczowo - czerwone...
I po zachodzie...
Jaworz. Szału nie było ale delikatne kolorki się pojawiły...
Wielokrotna ekspozycja... (zdjęcie powstało z dwóch zdjęć na etapie aparatu).