30 października 2017

Jesienne Morawy - plener fotograficzny.

26-29.10.2017 Morawy Południowe.


             Kiedy byłem tutaj z ludźmi, w maju, urzekła nas zieleń kwitnących traw oraz żółć rzepaku. Teraz, nie było rzepaku ale za to zieleń była nadal... W Polsce wygląda to zupełnie inaczej...

            Wyjazd na plener rozpoczynam wspólnie z Renatą, Jolą i Anią w Śleszowicach. Z pozostałymi uczestnikami spotykamy się w Cieszynie. Zaczynam pechowo bo od małego wypadku i przez cały wyjazd zastanawiam się, czy mój nos po "spotkaniu" z klapą Forda jest złamany... Daje mi kilka niepokojących sygnałów ale realizuję plan zajęć, nie zważając na ból.

Plener rozpoczynamy przy winnicach, usytuowanych przy kaplicy na Hradistku. Zaczynamy od pięknego zachodu słońca... Jak się później okaże, mamy zdecydowanie więcej szczęścia na tym wyjeździe do zachodów, niż wschodów. Piątkowy ranek spędzamy w Svatiborovicach przy najsłynniejszej kapliczce na Morawach czyli kaplicy św. Barbary. Światła, niestety nie ma... Tzn. fotograficznie go nie ma. Na zachód wybieram Kunkovice. Miejsce z wiatrakiem. Choć od samego rana pogoda nie najlepsza i duże zachmurzenie, sprawdzając aplikacje pogodowe, lepiej miało być o zachodzie... Kiedy zbliżamy się do Kyjova, niebo otwiera się na tyle że zmieniam plany. Jedziemy raz jeszcze pod kaplicę św. Barbary by "złapać" światło na niej. Ostatecznie, zmieniam plan zupełnie i nie trafiamy do Kunkovic a w chyba najpiękniejszą a jeśli nie to na pewno najbardziej popularne miejsce na Morawach. Dolina w okolicach Stvesic, na pewno za taką jest uznawana. My fotografujemy ją w czasie bardzo dynamicznej pogody: chmury, deszcz, wiatr i...tęcza. Tak kolorowa i nieprawdopodobna że w normalnej sytuacji uznałbym ją za "kicz"... Śmieję się, że brakuje tu tylko konika Pony :)

W sobotnią noc jedziemy w końcu do Kunkovic. Przez kilka sekund jest nadzieja na udany wschód i światło poranka ale "czar" mija bardzo szybko... Robimy zdjęcia ale jednak bez promieni padających od słońca, to nie wygląda jak należy... Dziś pojedziemy jeszcze do Petrovic, gdzie są piękne nawet 300-letnie piwniczki gdzie wyrabiano wino. Pogoda psuje się na dobre... Próbujemy jeszcze "walczyć" przy słynnej alei Kasztanowej ale w końcu odpuszczamy. Wieczorem spędzamy przesympatyczny wieczór w restauracji w Hodoninie. Imieninowy wieczór Tadeusza. I to że rano nie wstajemy na wschód słońca, naprawdę spowodowane jest fatalną pogodą a nie... imieninami. Leje, wieje orkan Grzegorz. Za to w drodze powrotnej... Wreszcie doczekaliśmy się pięknego światła!

Był czas także na wykład Tomka z najnowszej wersji Lightrooma oraz na prowadzoną przeze mnie teorię, czyli wszystko o fotografii pejzażowej.

Wielu z uczestników się śmieje, że relację zacznę od "kolejny raz dziękuję świetnej plenerowej ekipie...". Dlatego tym razem tak nie zacząłem :) Napiszę za to teraz - ludzie byli OK. :)
Dzięki bardzo Joli, Ani, Renacie, Monice, Asi, Miriam oraz Tadeuszowi, Witkowi, Tomkowi, Sławkowi i Romanowi.