19 września 2016

Tatrzański plener fotograficzny...

14-18.09.2016 Tatry.

          Sam nie wiem od czego zacząć bo działo się wiele... Plener rozpoczęliśmy od... zmiany planów... No tak to u mnie jest że obserwuję pogodę i decyzje o zmianie miejsca skąd będziemy fotografować, czasem podejmuję w przeciągu kilku minut. Tak było i tym razem...
Na plenerach nie moje zdjęcia są najważniejsze ale jeśli tylko nadarzy się okazja, to oczywiście także je robię.

To najdłuższy plener jaki do tej pory prowadziłem. 5 dni = większa szansa na dobrą, fotograficzną pogodę. Przygodę także :) Niestety, codziennie z różnych powodów było nas coraz mniej... Do tego zepsuła mi się czołówka, wężyk spustowy i obiektyw ale dzięki Bogu, mnie a nie któremuś z uczestników :) A tak wesołą i wspaniałą ekipę, mogłem sobie tylko wymarzyć! :)
Od razu WIELKIE DZIĘKUJĘ dla: Marioli, Marzeny, Jagody, Kingi, Kasi, Agnieszki jednej i drugiej, Ani, Czarka, Piotra i Krzysia - Jesteście WIELCY!

Rozpoczynamy w środę, z lekkim opóźnieniem. Pogoda słoneczna ale nad Tatrami coraz więcej chmur... Informuję uczestników o zmianie w planach i jestem miło zaskoczony że praktycznie wszystkim zmiana się podoba :) Zatem o 23.30 ruszamy do Popradzkiego Plesa, by stamtąd ruszyć w drogę, na Rysy. Czyli wyżej się już nie da! Chyba że z wysokogórskim przewodnikiem... Ale nim pojedziemy na Słowację, mamy w planach zachód słońca na Wielkim Kopieńcu. Z dwunastoosobowej grupy, kilka osób decyduje się zrealizować ten plan a reszta zostaje by się wyspać przed nocną wyprawą. Przy podejściu pod Kopieniec, niestety wycofuje się Agnieszka która przyjechała z gorączką i mimo iż próbowała, to choroba ją pokonuje... Szkoda - może następnym razem się uda! Pogoda na Kopieńcu niestety nie dopisała i Ci co zostali, nie musieli żałować swojej decyzji...

Zachód słońca na Wielkim Kopieńcu...

                      Jeszcze tego samego dnia, budzik budzi mnie przed 23-cią... 23.30 ruszamy do Popradzkiego Plesa. 0.50 ruszamy na Rysy. Jest nieco chmur ale widać także gwiazdy a prognozy są bardzo dobre. Od razu zaczynają mi się kłopoty z czołówką. Walczę ile mogę ale tuż przed samym wejściem na łańcuchy, latarka odmawia współpracy a nie zabrałem zapasowej... Idę z Kingą, Marzeną, Kasią i Jagodą na samym końcu. Reszta sporo przed nami. Dziewczyny podświetlają mi drogę a chwilę później, Kinga pożycza mi zapasową latarkę którą przezornie nosi w plecaku. Dziękuję bardzo!
Mamy jednak opóźnienie tak duże że nie ma szans byśmy dotarli na Rysy przed wschodem słońca, dlatego podejmuję decyzję iż będziemy fotografować z przełęczy Waga. Reszta dociera na szczyt na czas i dzięki temu wszyscy mogę spokojnie fotografować. Jest piękny poranek choć brakuje mgiełek w dolinach... Po wschodzie schodziemy do Chaty pod Rysmi (Schronisko Pod Wagą). Kiedy zaczynamy schodzić w stronę Popradzkiego Plesa, przez chwilę zastanawiam się czy to jeszcze wakacje a może weekend?! Do góry wchodzi masa ludzi! Schodzimy jednak spokojnie, każdy swoim tempem...

Świt nad Tatrami Wysokimi...

Mgieł brak ale za to kolorki piękne...

Łomnica z lewej...

Wschód słońca coraz bliżej...

Jeszcze kilka chwil i wyjdzie...

Pięknie podświetla doliny...

I tworzy spektakl świetlny, "laserowy".

Wysoka.

Kiedy schodzimy Szatan jest w chmurach...
 
                           Kolejny dzień, piątkowy, rozpoczynamy od wyjazdu o 4.30 na Łapszankę. Niestety, dzień wcześniej choroba pokonała Agnieszkę, a dziś nie jedzie z nami Marzena... 
Kiedy dojeżdżamy na Łapszankę, widzę że nic tutaj się nie będzie działo tego poranka więc szybko zmieniam plany i jedziemy na Hanusovske sedlo, po słowackiej stronie Spisza. Miejsce piękne i prawie zawsze pewne pogodowo - myślę głośno, mając nadzieję że nikt nie będzie zawiedziony zmianą planów. Pierwszy raz tego dnia podejmuję słuszną decyzję ale nie ostatni...

Hanusovske sedlo z widokiem na Magurę Spiską...

Na ten moment wszyscy czekali i się doczekali :)

Hanusovske uwielbiam za mgły i wieloplanowość...

... i za promyki słońca :)
 
                       Następnie ruszamy w stronę Morskiego Oka. Samochody przed 9-tą, zostawiamy na parkingu na Palenicy Białczańskiej. A konkretnie jakiś kilometr przed, gdyż na nim już dawno miejsc brak... Tłumy ludzi którzy idą w stronę MOka. Ale tak jest na szczęście tylko do Wodogrzmotów Mickiewicza a dalej jest nieco spokojniej. Oczywiście jeśli idzie się Doliną Roztoki do Doliny Pięciu Stawów a nie dalej asfaltem... Przy Wodogrzmotach pierwszy postój na ćwiczenie długich czasów. Kolejny raz ćwiczymy "rozmycia" na potoku Roztoka a następnie przy wodospadzie Siklawa. 

Końcowa część wodospadu Siklawa.

Kinga, Kasia i Agnieszka podczas fotografowania wodospadu a Czarek na drugim jego brzegu...

Dziewczyny mają pasję w sobie i to jest piękne...
 
            Decyzję czy na zachód idziemy na Szpiglasowy Wierch czy na Kozi Wierch, przeciągam do ostatniej chwili... Jest już na tyle późno że lepszym rozwiązaniem, w mojej ocenie, będzie Kozi Wierch. Jedyne "ale" to fakt że nie znam tego szlaku. Miał być łatwy a nie jest. Momentami także trudny orientacyjnie. Ale nie może być inaczej, skoro stanowi integralną część słynnej Orlej Perci.
Ze schroniska w Dolinie 5 Stawów ruszamy o 16. Na podejściu czarnym szlakiem rozciągamy się bardzo mocno... Na tyle mocno że na szczyt kilka osób nie dociera... Jest zbyt późno i podejmuję jedyną słuszną decyzję - wracają. Ci co weszli, co zobaczyli, zapamiętają to do końca życia! Działo się niesamowicie dużo a ja cieszyłem się że nie poszliśmy na Szpiglasowy, bo stamtąd nie zobaczylibyśmy nic... Cały czas był w chmurach. Ale to że nie weszli wszyscy, od tej pory będę traktował jako porażkę i błąd z mojej strony. Przeprosiłem na swój błąd...
Zejście trwało dłużej gdyż Agnieszce przytrafiła się kontuzja kolana... Była jednak bardzo dzielna i silna i z pomocą Czarka, dotarła na dół. Czarek, czapki z głów dla Ciebie ze WIELKI OGROM pracy jaki wykonałeś!!! I nawet wybaczam Ci że potem omal nie umarłem przez Ciebie, jak przestraszyłeś nas, wyskakując z krzaków, udając niedźwiedzia! :)))
Do pensjonatu wracamy o 2 w nocy...

Nie będę nic pisał - zobaczcie sami...

...

...

...

...

...

...

Mogłem sobie tylko wymarzyć takie warunki... 
 
                        W sobotę zaczynamy dopiero o 11. Trzeba było odespać dwa poprzednie dni i noce. Cały dzień pada deszcz. Spędzamy go więc na zaplanowanych wcześniej ale nie zrealizowanych z powodu pięknej pogody, zajęciach teoretycznych. 
Sprawdzamy także prognozy i wiele wskazuje na to że w nocy ruszymy... Grześ czy Kasprowy? Wybór pada na Kasprowy i znów okazuje się strzałem w dziesiątkę :) Ale też znów ruszamy mniejszą grupą, bo Agnieszka z Anią, wracają nad morze... Plener kończy się pięknym nocnym i porannym fotografowaniem na szczycie Kasprowego Wierchu (było bardzo zimno i obiektywy parowały cały czas...), śniadaniem w Murowańcu oraz Lightroomem w willi Zwijaczówka. Prognozy także się sprawdzają i przed południem zaczyna padać... A ja zaczynam tęsknić za wspaniałą, plenerową ekipą... Za wszystkimi bez wyjątku :)

Nocne Zakopane z Kasprowego Wierchu.

Stacja meteorologiczna na Kasprowym Wierchu.

Świnica o świcie...

...

Pierwsze promyki słońca...

... przebijają się nad Orlą Percią... Wreszcie robi się cieplej...

Beskid i Świnica...

Pierwsi turyści, wędrujący w stronę Świnicy...

...

Kozica zerka w naszą stronę...

... a Kasia mimo zmęczenie i zimna, daje radę :)

9 komentarzy:

  1. najpiękniejszy plener, a to co nie wyszło, to naprawmy za rok :) Jagoda

    OdpowiedzUsuń
  2. Długo czekałam na ten plener, i było warto! Fantastyczna ekipa, nowe spojrzenie na swoje zdjęcia... dziękuję! Czekam na następny plener ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. To był długo wyczekiwany plener. Prowadzący to pozytywnie zakręcony człowiek, który nigdy nie rezygnuje i stawia sobie jak i uczestnikom duże wyzwania. Ponieważ lubię wyzwania to plener jest jak narazie najlepszy w jakim brałem udział. Było bardzo dużo praktyki i trochę teori. Dzięki prowadzącemu Michałowi jak i całej ekipie ze szczególnym wyróżnieniem Cezarego atmosfera była bardzo wesoła. Mam nadzieję że przyszły plener na który pojadę będzie równie udany i postawi przedemną nowe wyzwania.
    P. S. Najchętniej bym już wrócił w góry. :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo polecam warsztaty u Michała.
    Takiego zapaleńca ze świecą szukać. Dzięki jego wyczuciu trafiliśmy na idealne warunki.
    Ekipa również wspaniała.
    Dziękuję i pozdrawiam :)
    Krzysztof.

    OdpowiedzUsuń
  5. Fantastyczne plenery, niesamowite widoki, cudowna ekipa i prowadzący z ogromnym doświadczeniem i wyczuciem....czego chcieć więcej? ;)Mogę tylko żałować, że nie byłam z Wami do końca....
    Już nie mogę się doczekać pleneru w Łebie, na który się wybieram.
    Dziękuję Michał :) Pozdrawiam prowadzącego i całą wspaniałą ekipę!
    Marzena Nadolska

    OdpowiedzUsuń
  6. W końcu, po niecałym miesiącu udało mi się zasiąść do obróbki zdjęć z pleneru z Michałem. Przeglądam swoje zdjęcia i ponownie przeżywam wspaniałą przygodę, wspominam wejście na Rysy i przepiękny wschód słońca na Sanusovskim Sedlo.
    Tatrzański plener z Michałem był wisienką na torcie podczas mojego urlopu w Polsce :)
    Dzieki Michał i pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń