11 kwietnia 2017

Polowanie na krokusy. Plener fotograficzny.

7-9.04.2017 Plener fotograficzny z krokusami.
 
           Kiedy, jakiś czas temu przygotowywałem plan pleneru z krokusami i nazwałem go "Polowanie na krokusy", nie miałem pojęcia że tytuł ten odda idealnie atmosferę tego wydarzenia...
Tydzień wcześniej w Tatrach, Gorcach i na Podhalu, była prawdziwa wiosna z temperaturami powyżej 20 stopni Celsjusza. Krokusy były wszędzie a ludzi... Ten temat lepiej przemilczeć.

Choć trudno w to uwierzyć kiedy temperatury są tak wysokie że zerkając na prognozy na ten weekend zapowiadają opady śniegu... Przez chwilę mam nadzieję że może jednak się mylą... Niestety.
Cały czas jestem w kontakcie z pracownikiem schroniska na Polanie Chochołowskiej. 
Poniedziałek - jeszcze są. Środa - na Kalatówkach przeszło gradobicie i nie ma ich już wcale... W Chochołowskiej sypie śnieg. W piątek kiedy zaczynamy plener mam ostatni raport z Chochołowskiej - 26 cm śniegu. Nie ma więc szans byśmy je spotkali na polanie a przynajmniej nie takie "dywany" jak tydzień wcześniej...
 
Cały piątek pada deszcz i deszcz ze śniegiem. Zmieniam więc plan i nie idziemy na zachód. Zostajemy w willi Zwijaczówka. Sprawy organizacyjne, obiad i teoria. Wieczorem jedziemy fotografować kościółek na Jaszczurówce. 
 
Prognozy na sobotę są złe... Wprowadzam więc korektę do planu i jedziemy samochodami na wschód na tzw. "salamandrę" w Kościelisku. Pada deszcz choć przez chwilę jest nadzieja że coś nam się pokaże... Chwilę potem znów się zanosi. Wracając do willi, postanawiam przejechać przez miejsce gdzie krokusy powinny być... I są! Ledwo wystają spod śniegu ale obiecałem że będzie plener z krokusami i jest :) 
Popołudnie spędzamy w Dolinie Chochołowskiej. Liczyłem że pogoda skutecznie odstraszy "krokusowiczów". Jakże się myliłem... Choć oczywiście nie ma takich tłumów jak przed tygodniem :) I spotykamy tu także krokusy, promienie słońca - jest naprawdę piękna...zimowa sceneria :)
Z powrotem nigdzie się nam nie spieszy gdyż pogoda znów się psuje i nie ma szans na zachód słońca...

Na niedzielę prognozy są wreszcie dobre. Jedziemy na Łapszankę. Ja bardzo lubię mgły ale nie w takiej ilości i na takiej wysokości :) Tatr nie widać... Są prześwity w chmurach i cały czas mamy nadzieję :) Niestety i tym razem na nadziejach się kończy... Ale za to na Polanie Kopieniec, tuż po śniadaniu - pięknie nam świeci :) Wcześniej wracając z Łapszanki na Cyrhlę, szukamy "laserów" w lesie i zatrzymujemy samochody w dość "ciekawych" miejscach :)

Choć pogoda nas tym razem nie rozpieszczała to na plenerach najważniejsi są ludzie. Ludzie bo są to pasjonaci fotografii i uczę ja ale każdy od innych też się uczy :) A i tym razem miałem wspaniałych ludzi i dziękuję wszystkim za wspaniały humor i świetnie spędzony czas - owocny czas.
Dziękuję Marzenie, Kindze, Joli, Kasiom z Wawy i Poznania, Aniom z Krosna i Limanowej, Dorocie, Elenie i Eli oraz Czarkowi, Witkowi i Sławkowi!!!
 

"Salamandra" nad Zakopanem. Przez chwilę była nadzieja na lepsze warunki...

Pod Lipkami trafiamy na krokusy :)

Choć są mało okazałe to każdy chce wykorzystać ten moment że w ogóle są...

Krokusy.

...

W Dolinie Chochołowskiej...
Tatry Zachodnie - spojrzenie w ich stronę z Doliny Chochołowskiej.
Mnichy Chochołowskie.

Szałasy i mokry - bardzo mokry śnieg, na drodze na Polanie Chochołowskiej.

Takie "dywany" krokusów zostały na Polanie... :)

Pomału i Kominiarski Wierch zaczyna się pojawiać...
Mnichy Chochołowskie z Polany.

Pięknie zaczyna współgrać z nami światło...

Szkoda tylko że na Polanie nie ma zasięgu i nie jestem w stanie poinformować o tym co się dzieje, kilku osób które "wyrwały" wcześniej do schroniska...
CUDA na Kominiarskich Wierchu! Dynamika ogromna...

...

Filtr polaryzacyjny działa cuda w takich warunkach. I jeszcze dodany kontrast na etapie "wywołania" zdjęcia...

...

Majestat gór - nic więcej. No może jeszcze potęga natury :)
Przygotowani - Łapszanka.

Dynamika na Łapszance była duża ale zabrakło...

Na wschodzie cały czas była szansa że się przejaśni...

Wspaniali ludzie :) Cała plenerowa ekipa wraz z prowadzącym :)
W drodze powrotnej "łapiemy" lasery...

I wreszcie są! Każdy czekał by je zobaczyć - Tatry.

Mgieł jednak nie brakowało tego poranka...

...
W drodze na Kopieniec.

Gra świateł i cieni w tatrzańskim lesie...

I delikatne lasery...

Kasprowy Wierch z podejścia na Kopieniec.

...
Kasia i Witek na Kopieńcu.

Panorama Tatr z Kopieńca. Od Bielskich po Zachodnie.

I wreszcie na koniec pięknie oświetlone krokusy na Cyrhli...

...

...
...

Pod lasem są najpiękniejsze bo nie poniszczone i rozwinięte...

...

Im bliżej drogi, tym jest ich więcej...
W oddali "Gerlach" :) czyli...

Kinga a w oddali Giewont...
 



1 komentarz:

  1. Dwie relacje, jedna pod drugą a jak diametralnie odmienne obrazy...
    i mimo, że mija już rok cały, pod powiekami noszę i te swoje zatrzymane kadry...
    podobnie wówczas... wydawało się, że już zbyt późno... że przekwitły...
    a jednak pojawiły się, świeże, w zacienionych miejscach...i człek pakuje do plecaka te swoje wspomnienia...zazwyczaj najpiękniejsze, bo własne... :-)
    i jak to w życiu... liczy się droga... może więc za kolejny rok...
    a za m-c Morawy... nieznane... ze znakami zapytania ale i oczekiwaniami... z nadzieją...
    Fajnie tak przy okazji przywołać wspomnienia... znajomych twarzy... znajomych miejsc...:-)
    Serdecznie pozdrawiam,
    Błażej

    OdpowiedzUsuń