22 lipca 2016

Wielki Rozsutec w Małej Fatrze...

21.07.2016 Wielki Rozsutec (1609 m)

          Od jakiegoś czasu myślałem o wschodzie słońca, gdzieś w Małej Fatrze. Stoh, Ośnica? Jednak cały czas myślałem o jesieni... Jeszcze na dzień przed wyjazdem, przekonany byłem że pojadę na Kubińską Holę a wschód będę oglądał z Mincola... 

Kładę się 21.45 z nadzieją że uda mi się zasnąć choć na godzinkę przed wyjazdem. 22... 22.20... 22.37... 23... Pora wstawać a ja nie zmrużyłem oka. Dobrze że podczas dnia, udało mi się zdrzemnąć kiedy... bliźniaki miały drzemkę :) 23.40 ruszam z Zawoi, przez Krowiarki, Chyżne do Terchovej a potem, prosto do Stefanovej. Na dużym parkingu "melduję się" o 1.40. Dziesięć minut później, ruszam zielonym szlakiem w stronę przełęczy Medziholie (1185 m). Jest bezchmurnie, wiatr nie wieje. Wyobraźnia zaczyna działać (czyt. niedźwiedź) ale staram się o tym nie myśleć, tylko skupiam się na drodze... Idzie się dobrze - spokojnie, pomału ale dobrze. 3.15 jestem na przełęczy. Przez chwilę zastanawiam się czy nie pójść na Ośnicę ale ponieważ będę tam w październiku, decyduję że idę na Wielki Rozsutec. Podejście jest strome. Są drabinki, łańcuchy... Odkąd pamiętam, łańcuchy zawsze były dla mnie kłopotliwe. Nie czuję się pewnie idąc w eksponowanym terenie ale tym razem - o, dziwo - idzie mi się bardzo dobrze i bez najmniejszych problemów. Aż sam jestem miło tą sytuacją zaskoczony... Zaczyna świtać a przede mną jeszcze kilkadziesiąt metrów podejścia. 4.15 jestem na szczycie. Oprócz mnie jest tutaj 5-6 osób, które biwakowały tutaj w samych śpiworach. Też fotografowie. W związku z tym postanawiam ulokować się nieco dalej od samego szczytu, z krzyżem. Lekko wieje, zero chmur na niebie ale są mgły w dolinach. Jest pięknie i z perspektywy moich wejść na wschody słońca, stwierdzam że ten szczyt sprawił mi jednak najwięcej kłopotu. Ale jest pięknie i nikt mi tych widoków nie zabierze! :) 

Schodzę na Przełęcz między Rozsutcami a następnie, niebieskim szlakiem przez Diery, wracam do Stefanovej. Diery, to wąwóz z licznymi drabinkami, mostkami i wodospadami. I aż trudno uwierzyć że idę tędy samotnie bo za kilka godzin będą tutaj prawdziwe tłumy turystów... Spotykam na całej trasie, w sumie jakieś 20 osób...

Kilkadziesiąt metrów przed szczytem, zaczyna świtać...

Wielki Rozsutec. To tutaj znajduję swoją miejscówkę by podziwiać wschód słońca.

Widać wyraźnie Wielki Chocz.

Wypatruję też Niżne Tatry i Tatry ale ani jednych, ani drugich nie widać dziś wcale...
Ośnica (1363 m) na pierwszym planie a za nią, piękny "przekładaniec" z Wielkim Choczem na deser...

...

Po prawej główne wzniesienie W.Rozsutca, z krzyżem i kilkoma osobami na szczycie...
Słonko nieśmiało wygląda znad horyzontu...

Robi się coraz większe i coraz bardziej...

... czerwony staje się świat tego poranka...

Chocz cały czas gra tu główną rolę...

Ale widać też Stoha, Chleb i Wielki Krywań.
...

Słońce jest coraz wyżej więc pora wracać...
... Przy zejściu działy się cuda! Zresztą sami zobaczcie a ja pozostawię to bez komentarza...

...

...

A jednak coś napiszę: niesamowicie było!
... nawet w czerni i bieli świat jest piękny...

...

"Strażnicy czasu"

...

Urzekła mnie ta gra świateł i cieni, w porannych mgłach...
Diery o poranku...

... świecą pustkami ale akurat to, bardzo mi odpowiadało :)
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz