09 sierpnia 2017

Siwy Wierch.

8.08.2017 Siwy Wierch (Tatry Zachodnie).

                Na Siwy Wierch wybierałem się chyba od 2 lat... Teraz musiałem pójść, traktując to jako rekonesans. Pogoda nie była dla mnie istotna, istotne było przejście trasy na odcinku Wyżnia Huciańska Przełęcz - Siwy Wierch. W sumie prawie 1000 metrów przewyższenia w niecałe 3 godziny...

               Dzień jest bezchmurny i wszystko wskazuje na to że taki będzie do końca dnia. Parkuję samochód na przełęczy i o 16.30 ruszam na szlak. Na szlaku jest dość tłoczno ale wszyscy idą w dół... Kilka osób patrząc na mnie, zerka na zegarek... Ciekawe dlaczego? :) Pomału, mozolnie zdobywam wysokość... Nie ma upału bo jest tylko 20 stopni więc idzie się bardzo dobrze. Wszelakie owady też nie są nazbyt upierdliwe... Po godzinie i 10 minutach, wychodzę z lasu i po raz pierwszy ukazuje mi się niezwykły widok na Góry Choczańskie. Na tyle niezwykły że nawet zastanawiam się czy iść dalej... Ale nie ma lekko :) Słupek z wysokością 1300 m, 1400 m, 1500 m... A Siwy ma przecież 1805 więc jeszcze trochę przede mną.

Kiedy docieram do Rzędowych Skał, wyraźnie widzę Siwy Wierch. Tutaj zaczyna się najtrudniejsza część szlaku... który właśnie na tym odcinku, jest najsłabiej oznakowany... Skałki, łańcuchy, skałki, przepaść... Po dwóch godzinach i 40 minutach staję na Siwym Wierchu. Na zachodzie bezchmurnie. Nad Tatrami pojedyncze obłoczki. Na zachodzie więcej chmurek... Jest naprawdę pięknie choć myślałem że jest stąd ciekawszy widok na Tatry :) Przy okazji zabrałem aparat i statyw... Żartuję - zrobiłem to z premedytacją! Nie liczyłem jednak że w przeciągu kilku minut zaczną się dziać takie rzeczy że gdybym go nie zabrał, żałowałbym bardzo... 

Przy zejściu nad Rzędowe Skały nadciąga mgła i przez jakiś czas widoczność jest tylko na 2-3 metry... Gubię szlak (co nie jest aż tak trudne nawet przy pięknej pogodzie na tym odcinku...). Odnajduję go chwilę później. By odstraszyć ewentualnego misia, całą drogę powrotną śpiewam sobie piosenki. Z nadzieją że jak miś to usłyszy, to padnie ze śmiechu :) O 23 ciej melduję się przy samochodzie. Miałem zamiar zostać jeszcze na wschód w tym rejonie ale jakoś perspektywa 6 godzin w samochodzie, zniechęciła mnie nieco i wróciłem do domu. Była 1.10...

Siwy Wierch 1805 m. Czuję się jak zdobywca :)

Światło robi się coraz delikatniejsze... Została niecała godzina do zachodu słońca...

Góry Choczańskie z Wielkim Choczem na horyzoncie...
Ostra 1763 m. W oddali Niżne Tatry...

Góry Choczańskie...

Od Brestowej, przez Salatyn aż po Jałowiecki Przysłop... Chmur jak na lekarstwo...

W zachodnią stronę...
Ostra raz jeszcze...

Nad Choczem... Armagedon...

Ku zachodowi...

Nad Tatrami pojawiają się delikatne róże...
Salatyn, Spalona i Pachoł a przed nimi Jałowiecka Góra czyli wczorajszy zachód słońca na Siwym Wierchu w Tatrach Zachodnich :) Choć chwilę wcześniej było praktycznie bezchmurnie, to jak to w Tatrach bywa, pogoda zmieniła się w przeciągu kilku minut...

...

Salatyn, Spalona i Pachoł a przed nimi Jałowiecka Góra. Chmury pojawiły się znikąd...
...

...

Ostatnie spojrzenie na zachód i czas wracać bo nad Siwy nadciąga niezła chmura...
 
               

1 komentarz:

  1. Dzieki Michale za reportaz. Niestety juz tak jest na tym swiecie ze " some must watch while some must sleep" Best greetings your anesthesiologist

    OdpowiedzUsuń