28 sierpnia 2017

Choczańsko - fatrzański plener fotograficzny.

25-27.08.2017 Kriżna - Wielki Chocz - Zazriva.

            To był pierwszy, po wakacyjnej przerwie plener fotograficzny który znów miałem wielką przyjemność organizować i prowadzić. 

W Valaskiej Dubovej w piątkowe popołudnie, "melduje" się cała dwunastka uczestników pleneru. Mariola, Ania, Jagoda, Eliza, Kinga, Sylwia, Kasia i Ania oraz Tadeusz, Adam, Cezary i Dawid. I mogę tylko napisać, że każdemu życzę tak wspaniałej grupy ludzi, z którymi można wędrować po górach i pośmiać się w dolinach :) Choć było trudno, każdy walczył ze swoimi słabościami, to jednak nikt się nie poddał i tylko Elizę choroba zatrzymała przed zdobyciem Wielkiego Chocza...

Warsztaty zaczynamy od zajęć z teorii. Po, jedziemy do Zazrivej, z nadzieją na pięknie widoki o zachodzie słońca. Niestety, w pewnym momencie na zachodzie pojawia się zwał chmur i choć cały czas mam nadzieję, że się coś odsłoni, to jednak decydujemy że wracamy. I słusznie.

23.30. Na dwa samochody, ruszamy do Tureckiej w Wielkiej Fatrze. Po drodze przypominam sobie, że można samochodami wyjechać nieco wyżej i dzięki temu, zaoszczędzamy 30 minut marszu. 0.30 ruszamy, żółtym szlakiem w stronę Kriżnej. Mocna ekipa pędzi do przodu a pozostali idą nieco wolniej. Idę z wiadomych powodów, w tej drugiej grupie. Dla mnie najważniejsze jest by wszyscy dotarli na miejsce fotografowania. Las, polana, las i... podejście stokiem narciarskim - najcięższe na całym szlaku. Ponieważ noc jest bezchmurna i wyraźnie widać drogę mleczną, już wcześniej zdecydowałem, że będziemy robić nocne ujęcia. Zatrzymujemy się przy ruinach górnej stacji kolejki krzesełkowej. Spędzamy tutaj dobrą godzinę a w tym czasie, grupa która poszła szybciej, dociera na Kriżną a kilka osób, wędruje dalej na Ostredok. Na Kriżnej przeżywamy to samo, co dzień później spotka nas na Choczu - o świcie przejrzystość jest niemal idealna a im bliżej wschodu słońca, tym gorsza przejrzystość... Ale mimo to, na szczycie spędzamy jeszcze godzinę po wschodzie słońca i o 7-mej ruszamy w drogę powrotną. W kość daje nam zejście stokiem narciarskim ale i tak większość zgodnie stwierdza, że dobrze że szliśmy tutaj w nocy bo w dzień nikt by tutaj nie wszedł :) I tutaj chylę czoła zwłaszcza przed najstarszymi uczestnikami - Mariola, Jagoda, Adam i Tadeusz - Jesteście WIELCY!!!
W drodze powrotnej mieliśmy podejść jeszcze pod Brankovsky vodospad ale kiedy to proponuję... Po prostu wróciliśmy do Valaskiej i mieliśmy blisko 6 godzin na regenerację sił. Plany zawsze modyfikuję w zależności od sytuacji. Tak było i tym razem... Wiedziałem że na zachód słońca musimy podjechać gdzieś samochodami a nie ciągnąć nikogo w góry, na nogach... Wybieram ponownie Zazrive a nie zachód na Choczu. Mimo to, 3 uczestniczki i tak decyduję się zostać w Valaskiej by zregenerować siły i rany (wielki szacunek dla obu Ani Wojciechowskich oraz Marioli - mimo bólu, dałyście radę!!). Z wyborem miejsca miałem "nosa" bo nad Choczem jest burza a my ją obserwujemy z daleka, z Małej Fatry. A sam zachód zachwycił nas niesamowitymi kolorami...
        Kiedy wracamy, chwilami jedziemy w burzy więc znów mieliśmy szczęście...

Po powrocie widzę, że dziewczyny które zostały, zregenerowały siły. Adam i Tadeusz nie mają ochoty iść na wschód na Wielkiego Chocza... Tzn. mają ale nogi odmawiają posłuszeństwa... Próbuję ich jednak zmotywować i ostatecznie namawiam do wyjścia bo intuicja mi podpowiada że będą żałować...
Na noc zapowiadają burze. Aplikacja pogodowa w telefonie pokazuje na bieżąco gdzie są i dokąd zmierzają. Z zachodu na wschód, przez Śląsk, Małopolskę... Ruszamy o 2.15. Wg map na szczyt mamy 2,5 h ale zakładam że zajmie nam to 3 godziny... Czarek z Dawidem, czyli najmocniejsza część ekipy wyruszają o 3 i zgodnie z moimi przypuszczeniami, mijają nas na szlaku i na Choczu są znacznie przed nami... Im wejście zajmuje 1,5 h nam, +/- 3 godziny. Czyli zgodnie z założeniami. Kiedy dochodzimy do polany na której znajduje się "hotel Choc", zauważam pierwsze błyski... Od razu zerkam na aplikację pogodową. Burze szaleją nad Babią Górą ale idą w stronę wschodu. Gdyby aplikacja pokazywała że idą w naszą stronę, natychmiast zarządziłbym odwrót! Cezary z Dawidem jako pierwsi docierają na szczyt. Wiedząc już że mamy blisko i wszyscy idą swoim tempem, przyspieszam nieco przed szczytem. Im udaje się jeszcze w lekkich ciemnościach sfotografować pioruny... My docieramy tuż po 5-tej. Błyska się ale pioruny nie są już tak wyraziste... Przejrzystość jest ale znów, im bliżej wschodu, tym gorzej... Nas zachwycają nie tylko kolory ale przede wszystkim, wszędzie w dolinach mgły... Jest PRZEPIĘKNIE :)

Na zakończenie mieliśmy pojechać w dolinę Kwaczańską ale jakoś nikt na ten wariant nie ma już ochoty... Zmęczenie daje się we znaki. Czas wracać a za tydzień kolejny plener... Spokojniejszy :)

Ruiny górnej stacji kolejki. A nad nimi, droga mleczna...

Kriżna (1574 m). Zapowiada się piękny wschód słońca...

Kolory coraz mocniejsze...

Pomału budzi się dzień...
I chmurek coraz więcej...

Jest i słoneczko.

Tuż po wschodzie przejrzystość jednak spada...
Kriżna z widokiem na Ostredok i inne szczyty Wielkiej Fatry.

Zazriva. Przed zachodem słońca...

Każdy szuka swojego miejsca do zdjęć...

Przychodzi taka chwila że na zachodzie jest coraz więcej chmur... Czyżby znów nici z zachodu?
Na Małą Fatrą z wyraźnie widocznym Wielkim Rozsutcem...

Zaczyna się spektakl.

Słońce i chmury w roli głównej.
Struktura chmur potrafi często zaskakiwać...

Słońce się jednak przebiło i zapowiada się piękny zachód...

Cheerleaders o zachodzie słońca czyli najszybsi w naszej ekipie - Cezary i Dawid :)

Nad Małą Fatrą...
Dawno nie zachwyciły mnie tak chmury i...

... kolorki na nich. A do tego, jak na zamówienie, pojawia się pasterz ze stadem owiec...

Od tej chwili główną rolę grają owce i kolorki na chmurach...
Ustawiły się jak do zdjęcia :)

Pasterz mówi do Sylwii ale ona niewiele rozumie... Słowacki jest jednak nieco innym językiem:)

...

Ostatnie ujęcie z Wielkim Rozsutcem w tle...
40 minut przed wschodem słońca... Wielki Chocz (1611 m)

Tam gdzie w oddali, szaleją właśnie burze...

A nad Tatrami kolory coraz piękniejsze...
Udaje mi się uchwycić jeden błysk nad Babią Górą :) Szału nie ma ale co tam! :)

Mordor.

Kolory i mgły.

Kolorystyka zmienia się co chwila...
Tam, gdzieś za Tatrami, budzi się już dzień...

Mgieł jest bardzo dużo ale brakuje nieco światła...

Czasem, kiedy światła brak, dobrze jest pokazać świat w czerni i bieli...
Delikatne promienie światła i od razu zmiana klimatu...

Nadal jest światło które nadaje efekt trójwymiarowości zdjęcia...

... a kiedy znów zachodzi, krajobraz staje się nieco bardziej "płaski"...

Cały sekret w fotografii pejzażowej tkwi w odpowiednim świetle...
...

Linie wiodące...

Wielki Chocz (1611 m). Wspaniała ekipa plenerowa :)

Miejsce gdzie rok temu spotkałem niedźwiedzia teraz zachwyca pięknymi, wysokimi ostami :)
 








4 komentarze:

  1. Było super!!! Intensywnie i ciekawie jak zawsze, no i jak zawsze była super ekipa :-) Już się nie mogę doczekać następnego pleneru! Ogromne podziękowania dla Ciebie Michał za motywowanie do zdobycia Kriżnej i Wielkiego Chocza. Dla takich przepięknych widoków warto było się pomęczyć :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejne warsztaty dobiegły końca . Które już ??? Ohhh sporo ich było i jak zawsze wracam niezmiernie zadowolona . Warsztaty przygotowane perfekcyjnie,wspaniali ludzie i nawet pogoda sprzyjała .To wszystko sprawiło ,że mimo sporego wysiłku udało nam się cieszyć oczy przepięknymi widokami . Polecam Wszystkim !!! A ja nie mogę się już doczekać następnego wyjazdu . Do zobaczenia wkrótce

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie spędzony czas, konkretnie i produktywnie (bez czasu na nudę). Polecam bardzo wszystkim niezdecydowanym! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Michale, wielkie dzięki za mobilizację. Przecież pojechałem "na Chocza" i miałbym na niego nie wejść?! Pokonałem ból (po 60-ce jak cię nie boli, to znaczy, że nie żyjesz:-)) i veni vidi vici!
    Mam foty z W Chocza o wschodzie! Po zejściu do Valaski powiedziałem: jak by mi powiedzieli, że na szczycie leży okrągły milion zł, to bym tam znów nie wszedł. (ból nóg?) Hmmm, a może po prostu te foty, które mam na karcie są więcej warte. Jeszcze raz wielkie dzięki Michale za wspaniały plener. Jak zawsze jedyny w swoim rodzaju. Pozdrawiam Adam P.S. Za prawdę powiadam Wam, Jak w góry to tylko z Michałem!

    OdpowiedzUsuń