07 października 2017

Bieszczadzki plener fotograficzny. Jesień 2017.

4-6.10.2017 Bieszczady.

               Kolejny plener za nami... Tym razem pogoda nie rozpieszczała ale jak ktoś chciał to "złapał" warunki dla siebie. Jedno jest pewne - nigdy nie zrobimy wyjątkowych zdjęć krajobrazowych siedząc w zamkniętym pomieszczeniu :)
Ekipa kolejny raz była bardzo sympatyczna. Bardzo dziękuję za te trzy dni Marioli, Joli, Ani, Kasi i Marzenie oraz Tadeuszowi i Dawidowi.

              Tym razem, wyjątkowo - plener trwa od środy do piątku. Rozpoczynamy od wyjścia na zachód słońca na Wielką Rawkę. Pogoda ładna ale im wyżej, tym gorzej. Kiedy wychodzimy na Małą Rawkę, jesteśmy już w chmurach. Cały czas wierzę, że się uda i jednak choć na chwilkę zrobi się okienko pogodowe. Połowa z nas w to wierzy, druga połowa wraca na dół... Tym razem to dziewczyny miały nosa :) Nie "otwiera" się nawet na sekundę... W drodze powrotnej zauważam za to salamandrę...

Prognozy na rano nie są dobre. Rezygnujemy jednak ze wschodu na Połoninie Wetlińskiej. Znów ekipa plenerowa dzieli się na dwie grupy. Jedni śpią dalej, inni idą z nadzieją na to, że choć promyki światła przebiją się przez chmury i oświetlą, piękną kolorystykę bieszczadzkich lasów... Ruszamy na Wierch Wyżniański. Kolory jesieni zachwycają ale martwi brak światła... Spotykamy jelenia ale nikomu z nas nie udaje się go sfotografować. Każdy ma założony obiektyw o zbyt małej ogniskowej. Kiedy zmieniamy - jeleń znika.

Dzień jest pochmurny. A ponieważ na moich plenerach nie ma siedzenia na miejscu, ruszamy do Łopienki (cerkiew) oraz do rezerwatu "Sine Wiry". O Łopience wiele dobrego słyszałem i czytałem, że to najpiękniejsze miejsce w Bieszczadach... No cóż... Znam piękniejsze :)
Za to "Sine Wiry", faktycznie wielu z nas zauroczyły. Mimo iż nadal jest pochmurno a w drodze powrotnej zaczyna lać deszcz. Zachód słońca spędzamy zatem w... wetlińskiej karczmie :)

Zaczyna coraz mocniej wiać. Wiemy już, że sprawcą tej aury jest szalejący nad Niemcami, a teraz na Polską, orkan Ksawery.
W nocy wieje na całego. Postanawiamy z Tadeuszem i Dawidem, że spotkamy się z Ksawerym, oko w oko na Połoninie Wetlińskiej. Ku naszemu zaskoczeniu, nie wieje tam tak mocno jakby się można było spodziewać. Na Przełęczy Wyżnej, gdzie zostawiamy samochód, nie wieje wcale! Do góry, ruszamy jednak z wiarą, że pogoda nam dopisze... Chmury nie są bardzo gęste. Na wschodzie widać "prześwity" nad horyzontem. Kolory delikatnie też już widać... Od zachodu widzimy też zbliżający się opada... Byliśmy przekonani, że zbliża się deszcz do momentu kiedy nie zaczyna sypać śnieg. Dobrze że koło "Chatki Puchatka" znajdują się (nieczynne obecnie) WC. Tam chowamy się przed śniegiem, wiatrem i możemy nieco zagrzać... W momencie kiedy decydujemy się na powrót, niebo zanosi się całkowicie chmurami. Zaczyna padać deszcz...

W drodze powrotnej z pleneru zatrzymujemy się przy wypalaniu drzewa...

Salamadra przy zejściu w Rawek. ISO 6400 + światło latarek pomogły ją uchwycić.
Wierch Wyżniański. Mimo iż światła nie było, zaryzykowaliśmy by zobaczyć kolory jesieni...

Bieszczadzka jesień... Rawki w chmurach.

...
Barwy jesieni...

Wnętrze cerkwi w Łopience. Widok z "chóru".
Wnętrze cerkwi w Łopience.
Cerkiew w Łopience. Brakło tutaj światła...

Rezerwat "Sine Wiry".

Rezerwat "Sine Wiry".

"Sine Wiry". Ćwiczenie długich czasów na którym wyraźnie widać ruch liści...
...

Tutaj już mocno wiało...

Kasia, Marzena, Jola, Ania, Dawid, Tadeusz, Mariola i ja.
WIARA CZYNI CUDA - chciałbym by wszyscy w to uwierzyli!

Połonina Wetlińska. Po trawach widać jak mocno wieje... Widok w stronę Połoniny Caryńskiej przed wschodem słońca...

Słońce już wzeszło... Na wschodzie widać jednak tylko kolorowy pasek...

... ale jest cały czas nadzieja, że będzie ciekawie...
... bo od północy zaczyna się dziać...

... pomarańcze, błękity, żółcie...

Tuż przed opadami śniegu światło robi się bajkowe...
Nad Połoniną Caryńską...

"Lasery" na horyzoncie...

...

Na taką "grę" świateł zawsze czekam...
...

Fotografuje się bardzo ciężko bo choć wiatr nie powala z nóg, to jednak wieje mocno... Trzeba przytrzymywać ręką statyw.

Są i lasery...
...

Jesień...

Jak tylko pojawi się nieco promieni słonecznych, od razu czuć jesień... Kolorową jesień.

...
Wędrujące światło...

Wypalanie...

Tadeusz wśród pieców do wypalania drzewa...
Choć wygląda jak mgła, to dym z wypalarek...

... ale pięknie otula pobliskie drzewa...

...

Cerkiew w Komańczy. Trafiamy to na ostatnie promienie światła...
W drodze w Bieszczady, wypatrzyliśmy koło Gorlic taką oto czereśnię...

...

Fotografujemy ją w drodze powrotnej, gdyż jadąc tam, nie było czasu by się zatrzymać...







 

8 komentarzy:

  1. Michał, największą atrakcją cerkwi w Łopience jest jej prostota i surowość. Odnoszę wrażenie, że to raczej ewenement, czynna cerkiew z reguły ma bogatszy wystrój niż ta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to powoduje, że to najpiękniejsze miejsce w Bieszczadach? Wątpliwe.

      Usuń
  2. To mój czwarty plener u Michała. Kolejny raz wracam zadowolony i "wypoczęty" ;). Tym razem, z nowymi doświadczeniami, które zafundował nam huragan Xavier. Tropienie ciekawych kadrów było utrudnione, ale dla ludzi kreatywnych to nie przeszkoda ;). Michał zawsze prowadzi warsztaty z zaangażowaniem i pasją. Uczestnicy na różnym stopniu zaawansowania znajdą tutaj cenną pomoc w szlifowaniu swoich umiejętności.
    Dawid Zając

    OdpowiedzUsuń
  3. Wróciłem dumny z koncertu RS, a Ty mnie dołujesz zdjęciami z Bieszczadów. Niby nie było pogody, ale u Michała zawsze w końcu coś zaświeci - tylko trzeba cierpliwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troszkę szczęścia ale ze zdjęć nie jestem zadowolony.

      Usuń
  4. Mój piąty plener u Michała i nie ostatni. Miniony był dla mnie równie udany jak poprzednie,mimo że pogoda nie rozpieszczala, ale Michał zawsze ma plan "B". Lubię plenery organizowane przez Michała, wiele się na nich uczę, a do tego jest świetna atmosfera i poza zdjęciami można wrócić do domu z naładowanymi akumulatorami. Szczerze polecam, warto

    OdpowiedzUsuń
  5. To już mój .... hmm (... było ich sporo, więc nie jestem wstanie policzyć ilości) plener u Michała ... i jak zawsze wracam zadowolona i naładowana pozytywną energią :) Tym razem pogoda nie była zbyt przyjazna, ale na to wpływu nie mamy , a szkoda !!! Bieszczady mimo wszystko zrobiły wrażenie na mnie kolejny raz ...

    Polecam :)

    OdpowiedzUsuń