12 października 2015

20. Świtak - Bieszczady.

20. Świtak - Bieszczady (Połonina Wetlińska, Wielka Rawka)

W tym roku mija 10 lat od pierwszego Świtaka na Babiej Górze...
Ponieważ jest to dwudziesty - jubileuszowy Świtak, decydujemy się zrobić jego trzy dniową edycję w Bieszczadach... Jak się okazało - pomysł trafiony w "dziesiątkę" :)
Na miejsce "wypadowe" wybieram sympatyczną bacówkę "Pod Małą Rawką". W maju rezerwuję pokój 9-osobowy. Zaliczka i miejsca są nasze :)

5.30 pukam do drzwi w domu Eweliny w Zawoi. Ruszamy w piątek, przez Suchą Beskidzką, gdzie dołącza do nas Mimat oraz Rafał. W Szymbarku dołączy do nas jeszcze Krzyś, który poprzedniego dnia "atakował" Lackową - najwyższy szczyt Beskidu Niskiego.

Przed południem dojeżdżamy na parking na Przełęczy Wyżniańskiej, skąd mamy 15 minut, spokojnym krokiem do bacówki. Meldujemy się, zostawiamy rzeczy i ruszamy na Wielką Rawkę oraz Kremenaros, wykorzystując piękną pogodę i mając nadzieję na równie udany zachód słońca... Niestety, tym razem zachód jest niezbyt udany, bo akurat na zachodzie utworzyły się niskie chmury... No cóż, Świtak to jednak wschody słońca więc wszystko przed nami :)
Piątkowy wieczór w bacówce upływa szybko i mimo dużej ilości nocujących turystów oraz koncertu do późnych godzin nocnych, o 21 jesteśmy już w łóżkach i zmęczeni podróżą i wczesnym wstawaniem - zasypiamy. A pobudka czeka nas nazajutrz o 4 nad ranem...

Najwcześniej wstaje Ewelina która...myli sobie godziny i wstaje o 3, miast o 4. Ubiera się i orientuje...że coś jest nie tak, bo chłopaki śpią :) Bywa :)
4.30 wsiadamy do samochodu i jedziemy na Przełęcz Wyżnią. Zatrzymuje nas jeszcze Straż Graniczna. Rutynowa kontrola. Punkt piąta, ruszamy żółtym szlakiem na Połoninę Wetlińską. Widać gwiazdy, za chwilę - chmury, gwiazdy i tak cały czas... Ciekawe jak będzie na górze? 5.50 jesteśmy przy schronisku "Chatka Puchatka". Wychodzimy jeszcze kilka metrów wyżej i... jesteśmy zachwyceni! "Będzie piękny wschód słońca a świt na pewno..." - stwierdzam fakt.
Marudni pewnie doszukają się że brakowało spektakularnych mgieł w dolinach ale ja byłem zachwycony :) Mnie fotograficznie warunki bardzo pasowały :) I żałuję tylko że Wiesia, Oliwka i Przemek tego nie widzą ale są dopiero w drodze z Krakowa w Bieszczady... Dołączą do nas dopiero wieczorem...
Wstępujemy na poranną herbatkę do "Chatki Puchatka". I tyle dobrego mogę napisać o tym miejscu... Jest tam zimno, ponuro - i tylko widok z jadalni piękny...
Wędrujemy dalej w kierunku Przełęczy Orłowicza, szlakiem czerwonym a potem od Przełęczy - żółtym do Wetliny. Tam od razu łapiemy busa (a przestrzegano nas że poza sezonem jest z tym ciężko!), który dowozi nas na parking. Ruszamy dalej do Ustrzyk Górnych, gdzie jemy obiadek, robimy zakupy i jedziemy do Wołosatego. Tam czekamy godzinę na "Mongoła", który "kocimy oczkami ze Shreka", wybłagał u żony by puściła go na Świtak :) Dociera do nas, po "przygodzie" ze Strażą Graniczną, którą mu "wycięliśmy" telefonicznie :)
Idziemy niebieskim szlakiem na Tarnicę. Klniemy wszyscy na schody które BPN "zafundował" na szlakach! Kompletna głupota i psucie wizerunku Parku! 
Widoków z Tarnicy nie ma żadnych, poza chmurami i mgłami więc nie czekamy na zachód słońca i po 17-tej, ruszamy w dół... Nie spodziewając się że Wiesia z Oliwką i Przemkiem dotrą tam przez Halicz, mając nadzieję na spotkanie z nami o zachodzie słońca... 
Spotykamy się wszyscy w bacówce i w przemiłej atmosferze mija nam wieczór :)
Pora jednak iść spać bo pobudka o 4.30. Wychodząc z bacówki, widzimy gwiazdy... Pierwszy i ostatni raz tego poranka... Idziemy na Wielką Rawkę, z nadzieją że ujrzymy wschód słońca. Na Małej Rawce wiemy już że tylko cud może sprawić by było widać cokolwiek... Widoczność na kilkanaście metrów, wieje, mróz... Robimy na szczycie pamiątkowe zdjęcie i schodzimy w dół. Po drodze robimy kilka zdjęć i wracamy do bacówki. Po śniadaniu pakujemy plecaki i ruszamy do Pszczelin, gdzie mamy zamówioną Mszę w intencji zmarłej w lipcu - naszej przyjaciółki, żony Michała która od 6 lat nie opuściła żadnego Świtaka i na ten także zapisała się jako pierwsza... Z niewyjaśnionych przyczyn - ksiądz nie odprawia intencji! Podeszliśmy do niego po Mszy i nie mamy do niego żadnych pretensji gdyż ktoś w parafii nie przekazał mu tej intencji... A wszystko było ustalone mailowo... Miło jednak z jego strony gdyż jedzie teraz do sąsiedniej parafii gdzie odprawi Mszę w intencji Marysi... Dziękujemy mu za to!
Część z nas rusza jeszcze na Połoninę Caryńską a część tzn. ja i Krzyś, decydujemy się spędzić ten czas w Wetlinie, w... karczmie :) O 14 dzwoni Rafał że zeszli już do Brzegów Górnych, więc jedziemy po nich i ruszamy w drogę powrotną...
Dwudziesty Świtak dobiegł końca i żal było wyjeżdżać... Powtórzę to raz jeszcze:
POGODA NA ŚWITAKACH JEST WAŻNA ALE NAJWAŻNIEJSI SĄ LUDZIE, BO TO ONI TWORZĄ TEN NIEPOWTARZALNY KLIMAT!!! MOI PRZYJACIELE BEZ KTÓRYCH ŻADEN ŚWITAK BY SIĘ NIE ODBYŁ I NIE MIAŁBY SENSU - DZIĘKUJĘ ŻE WAS MAM!!!

W "dwudziestym" uczestniczyli: Ewelina, Oliwka, Wiesia oraz Przemek, Michał "Mimat", Rafał, Krzyś, Krzysiek "Mongoł" oraz Michał (autor i pomysłodawca Świtaków).

Dzień pierwszy - 9.10.2015 - Wielka Rawka - Kremenaros

 
Połonina Caryńska spod Wielkiej Rawki.

Mała Rawka i Połonina Wetlińska z Wielkiej Rawki.

Połonina Caryńska, muskana słońce. Te kolorki...

Połonina Wetlińska, Mała Rawka, Jawornik i fragment Połoniny Caryńskiej z Wielkiej Rawki.

Michał "Mimat" w poszukiwaniu "kesza" na Wielkiej Rawce :)

Wędrujemy dalej w stronę Kremenarosa...

Krzyś, Rafał, Michał i Ewelina która momentami miała dość męskiego towarzystwa :)

Kremenaros. Trójstyk czyli tu "stykają" się granice trzech państw: Polski, Ukrainy i Słowacji.

Smerek o zachodzie słońca...

Smerek, Hnatowe Berdo, Osadzki Wierch, Roh i Połonina Caryńska...

Przed zachodem słońca...

...

Zakończenie dnia na Małej Rawce...
Dzień drugi - 10.10.2015 - Połonina Wetlińska i Tarnica.

Przedświt na Połoninie Wetlińskiej... Wyraźnie widoczny wierzchołek Połoniny Caryńskiej...

Magura Nasiczańska...

...

Połonina Caryńska...

Widok z Wetlińskiej na Pasmo Małej i Wielkiej Rawki...

Coraz więcej ludzi chce zobaczyć wschód słońca...

...

Pojawiają się w końcu niesamowite kolorki! W oddali Grandysowa Czuba...

Grandysowa Czuba oraz Połonina Caryńska...

...

...

I chwila na którą większość czeka i po to tu przyszli... Budzi się dzień...

Michała znam już 6 lat i po raz pierwszy widzę go ze...statywem, co mnie bardzo cieszy :)

Gdzieś tam w oddali majaczy Mała Semenowa...

Połonina Caryńska...

I sławetne schronisko "Chatka Puchatka"... Zimne, ciemne, ponure... Mnie absolutnie nie przekonało...

Wolę zerkać na wschód słońca :) Ale...

... próbujemy się w nim ogrzać choć temperatura podobna jak na zewnątrz... Ewelina i Rafał oraz... Puchatek :)

Krzyś...

Michał...

Ruszamy dalej w kierunku Roha i Osadzkiego Wierchu...

Pogoda genialna, póki co - więc korzystamy ile się da ze słoneczka :)

Fotografujemy...

A ja nie mogę się nadziwić widokom... Ostatni raz w Bieszczadach byłem chyba 15 lat temu...

Najpiękniejsza pora roku w górach - jesień...

Rafał na Osadzkim Wierchu. W oddali Smerek...

Prawdziwa "polska złota jesień"...

Wędrujemy szlakiem czerwonym w kierunku Przełęczy Orłowicza...

...

Autor na Przełęczy pod Tarnicą... (fot. Krzysztof Szaro)

Krzyś - wielki "miłośnik" bieszczadzkich schodów :)

Krzysiek dołączył do nas w Wołosatem z nadzieją na podziwianie zachodu słońca z Tarnicy...

I choć humory nam dopisywały, to jednak zachodu nie doczekaliśmy na Tarnicy... Chmury szczelnie przykryły tego dnia całe Bieszczady...
 Dzień trzeci - 11.10.2015 - Wielka Rawka

Świtak na Wielkiej Rawce... Podziwiamy wschód słońca :) Nie tym razem niestety... Ale i tak pamiątkowe "selfi" obowiązkowo wykonujemy, choć nie telefonem :) Od lewej: Rafał, Krzysiek "Mongoł", Ewelina, Wiesia z Przemkiem, Krzyś, Oliwka oraz Michał (autor).

Pięknie oszronione listki na Małej Rawce...

Widać jak zmrożone są trawy... Gdzieś tam próbuje się przebić słońce i oświetlić Połoniny...

Nie tym razem... Choć wygląda to naprawdę pięknie i tylko delikatnych promieni słońca brak...

Czuć zimę która ma nadejść...dzień później :)

...

Jarzębina, choć zmarznięta, prezentuje nam przepiękną czerwień!

Wiesia z Przemkiem... Nieco zmarznięci :)

Oliwka jest z nami pierwszy raz ale mam nadzieję że nie ostatni :)

"Mongoła" poznałem tydzień wcześniej w Pieninach i też wierzę że nie był z nami ostatni raz :)

...

...

Pora schodzić do bacówki, na ciepłą herbatkę i śniadanko :)

Oficjalny znaczek dwudziestego :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz