17 października 2016

Pienińsko - gorczański plener fotograficzny...

14-16.10.2016 Pieniny i Gorce.

                  Za nami kolejny plener fotograficzny. Jak to pięknie powiedział Błażej: "Michał, pewnie napisze że nie było spektakularnego wschodu słońca..." - jak on mnie dobrze zna :)

Zacznę jednak od tego że kolejny raz trafiła mi się świetna ekipa! I tu od razu wielkie dzięki dla Gosi, Asi, Agi, Tomka, Sławka, Błażeja, Piotrka i Roberta. I mimo iż niektórzy czasem zaciskali zęby podczas nocnych wejść na wschód słońca, to jednak dali radę i w ostatecznym rozrachunku, w mojej ocenie - nie żałowali...

                  Rozpoczynamy w piątek. Obiadem o 15-tej. Niestety bez Sławka, który powinien dotrzeć do nas dopiero ok. 21... Ostatecznie dotrze w sobotnie południe... 
15.30 ruszamy na Słowację. Konkretnie na Przełęcz Pod Tokarnią, skąd udajemy się na zachód słońca na Wysoki Wierch. Pogoda piękna lecz przed samym zachodem, dokładnie nad zachodnią stroną, tworzy się "zwał" chmur i wygląda na to że nie będzie... spektakularnego zachodu. Ale najważniejsze podczas plenerów jest by ludzie nauczyli się fotografować nawet w gorszych warunkach, zobaczyli że światło o zachodzie czy wschodzie jest znacznie piękniejsze niż w samo południe... Że nie ma złej pogody, tylko że musimy inaczej podejść do tematu. I wreszcie by przebywali w górach z prawdziwymi pasjonatami fotografii!
Po powrocie do schroniska - część teoretyczna. 

Przełęcz Pod Tokarnią z Wysokiego Wierchu.

Spiska Magura i Tatry...

Kulturowy wypas owiec czyli wędrówki słowacko - polskie...

Niestety zachód tym razem się nie udał... Może jutro. 

 
                              Sobotni poranek zaczynamy w środku nocy. 3.15 jesteśmy w samochodach i ruszamy na Przełęcz Snozka. Przy organach Hasiora zostawiamy samochody i ruszamy w Gorce, na Lubań. Niebo zachmurzone co nie bardzo mnie martwi bo wiem że się rozchmurzy... Bardziej martwi mnie temperatura. Jest zbyt ciepło. Co oznacza że mgieł w dolinach może nie być... Idzie się dobrze choć nie wszystkim. Motywuję Roberta że już nie daleko bo zależy mi by wszedł na szczyt. I udaje mu się to, co osobiście bardzo mnie cieszy! :) A 15 minut przed Lubaniem, chciał zawracać... By zobaczyć coś wyjątkowego, niestety trzeba wejść wyżej niż inni... I znów, tym razem na wschodzie, nad horyzontem rozciąga się zwał chmur... Czyżby ze wschodu też nici? I tym razem nie był ... spektakularny ale nie narzekamy :) Widać w końcu Tatry, Babią, Mogielicę, Nowy Sącz i Beskid Sądecki. 

Lubań. Widok z wieży widokowej o wschodzie słońca...

Na polanie znajduje się sezonowa baza namiotowa SKPG Kraków. I widać Tatry...

Kilka minut po wschodzie, w końcu nieśmiało bo nieśmiało ale pojawia się słoneczko...

... które pięknie tylnym światłem podświetla drzewa... jest w końcu "złota jesień"!

Ostatnie ujęcie i czas wracać...

Na polanie robimy pierwsze pamiątkowe zdjęcie...

Od lewej: Michał, Aga, Tomek, Asia, Gosia, Błażej, Piotr i Robert. Przy niebieskim szlaku, blisko Wdżaru.
 
                       Śniadanie o 10. Miała być przerwa po, do 14.30 ale widząc prognozy pogody na niedzielę, decyduję że dziś zrobimy niedzielny plan... Tuż po południu jedziemy, już w komplecie czyli ze Sławkiem który przyjechał z Płocka przed południem, do Szczawnicy. Na wodospad Zaskalnik a potem do Jaworek, do Wąwozu Homole. Ćwiczymy długie czasy naświetlania, na wodospadach. Kiedy robimy zdjęcia, przechodzi małżeństwo z dwójką dzieci.
"Co oni tu robią?" - pyta żona.
"To jacyś blogerzy" - odpowiada mąż.
Inna Pani pyta mnie czy tutaj film jakiś kręcą, bo nigdy nie widziała tutaj tylu ludzi z... kamerami :) 

Wodospad Zaskalnik.

Sopotnicki Potok w jesiennej odsłonie...

...

"Blogerzy" w akcji :)
"Bloger" Błażej...

"Blogerka" Aga...

"Przyczajony tygrys - ukryty smok" czyli Asia...

Największy "miłośnik" bogów, fejsbuków, czyli Robert a za nim Sławek...

Wąwóz Homole. Potok Kamionka.

Górna część Potoku Kamionka...

              Na zachód jedziemy do Czorsztyna, nad jezioro Czorsztyńskie. Mam nadzieję że dziś będzie lepiej niż wczoraj... I faktycznie jest bo chociaż kolorki są na niebie...
Po powrocie, obiad i część z nas wspólnie ogląda fotografie o które prosiłem by każdy uczestnik zabrał ze sobą. I muszę z przyjemnością przyznać że moi "kursanci" robią naprawdę świetne fotografie! Więc tym bardziej cieszy że chcą przyjeżdżać właśnie do mnie :)

"Łapanie światła", tak bym nazwał to ujęcie...

Spiskie Pieniny przed zachodem słońca...

Cały czas mam nadzieję na piękny zachód...

I kolorystycznie faktycznie nie zawodzi...

Nad Radziejową pojawia się także księżyc... 
 
                   Na niedzielę wszelakie prognozy pokazują że będzie źle... O, nie - przepraszam! Znajduję jedną która pokazuje że będzie słonecznie. Od tej chwili już z niej nie skorzystam :)
Plan zakładał wschód na Trzech Koronach. Niestety, w środku nocy pada deszcz, zachmurzenie całkowite więc głupotą byłoby zabierać tam ludzi. Dzień wcześniej ustalamy alternatywny plan, czyli proponuję Łapszanką. Wszystkim pomysł się podoba choć czuję zawód że jednak nie Trzy... Zgodnie z planem, 5.30 jedziemy na Łapszankę. Leje deszcz. Ale u mnie nie ma siedzenia na plenerach i cały czas wierzę że coś się uda, dlatego decyduję że jedziemy. Kiedy docieramy na Przełęcz nad Łapszanką, Tatry widać, ledwo bo ledwo ale jednak... Po chwili zanosi się zupełnie i decyduję że jedziemy, przez Osturnię, na Hanusovske sedlo. Na Słowację. Kiedy zjeżdżamy do Osturni, Błażej zauważa na grzbiecie Polianki, ogromnego jelenia i chyba 4 łanie! Widok jest genialny, lecz niestety nikt z nas nie ma aparatu pod ręką... Wysiadam, idę do bagażnika i w tym momencie... zwierzęta znikają. Szkoda wielka! 
Na Hanusovskim sedle zatrzymujemy się na ... 20 sekund, bo wszystko tonie w chmurach. Spotykamy jeszcze stado łań i znów aparaty są... schowane. 
Ale i tak najpiękniejsze zdjęcia robimy po powrocie do schroniska, z ... balkonu naszego pokoju :)
Po śniadaniu, siadamy do Lightrooma i przed południem kończymy warsztaty i plener...

Trzy Korony z balkonu schroniska...

Ale barwy jesieni pięknie wychodzą właśnie przy zachmurzonym niebie!

Kolory, kolory, kolory...

Ostatnie spojrzenie na Trzy Korony...
 


3 komentarze:

  1. No cóż, kolejny wspaniały plener :-) Szkoda, że nie mogłem dojechać zgodnie z planem ale i tak parę ciekawych ujęć przywiozłem. Dzięki Michał za kalendarz i miłe i twórcze spotkanie. Do zobaczenia !

    OdpowiedzUsuń
  2. To mój drugi wspólny plener i mimo że był mocno lajtowy fizycznie, to widoki były równie piękne jak w Tatrach. Cała grupa była wesoła więc wyjazd zaliczam do udanych.

    OdpowiedzUsuń