08 marca 2017

Góry Stołowe pierwszy raz w życiu...

4-6.03.2017 Góry Stołowe.
Radków - Szczeliniec Wielki - Błędne Skały - Baszty - Skalne Miasto... 

        W dolinach wiosna, w górach zima... Tak było podczas trzy dniowego wyjazdu z żoną, w Góry Stołowe...

        Pojechaliśmy na rekonesans przed wiosennym plenerem fotograficznym. Nocowaliśmy w Radkowie, u przesympatycznej rodziny, skąd jest 10 km do Karłowa, czyli serca Gór Stołowych.
Odwiedziliśmy schronisko "Pasterka", Szczeliniec Wielki, Narożnik, Błędne Skały oraz Skalne Miasto w Czechach. Mimo iż prognozy nie były najlepsze na te dni, to jednak "zawiodły" i większość czasu spędziliśmy przy bardzo dobrej pogodzie... Przede wszystkim nie padało a to już duży "plus" :)
        Jechaliśmy z zamiarem poznania Gór, gdzie nigdy nie byliśmy. Nie był to wyjazd fotograficzny ale jeśli już pogoda dopisała to połączyliśmy jedno z drugim :)

        W piątek zostawiamy dzieci u dziadków w Krakowie, idę na koncert Accept i Sabaton do Tauron Areny a w sobotę wcześniej rano, jedziemy. Po niespełna 4 godzinach jazdy, meldujemy się w Radkowie. Kwaterujemy i korzystając z pięknej pogody, jedziemy do Błędnych Skał. Spacerek od parkingu zajmuje nam godzinkę. Choć w powietrzu czuć wiosnę, to jednak przy Błędnych Skałach, zima nie odpuszcza - jest bardzo oblodzone. Zakładamy raczki. Czasem idziemy bokiem, innym razem kucając a jeszcze innym - prawie na czworaka...  Jest tutaj tak ciasno że cieszymy się iż nie ma tutaj dużo ludzi.

Danusia w Błędnych Skałach. Dobrze że już po pierwszym zdjęciu zorientowałem się że "coś jest nie tak" z ustawieniami aparatu... JPG, miast RAW i już nie da się uratować "przepaleń"... Ale pamiątka jest :)

Błędne Skały.
              Po wizycie w Błędnych Skałach, jedziemy w stronę Pasterki, skąd żółtym szlakiem udajemy się na Szczeliniec Wielki. Krótkie, aczkolwiek forsowne podejście (25 min) do schroniska i już możemy podziwiać panoramę spod niego. A konkretnie z platform widokowych. Do zachodu słońca jest jeszcze ponad godzina. Choć nad Szczelińcem piękna pogoda to niestety, na zachodzie chmur coraz więcej i właściwie już wiem że nie zobaczymy dziś zachodzącego słońca... Wychodzę więc nieco wcześniej na platformy by złapać nieco światła o tzw. "złotej godzinie"...

Jak na Morawach! - pierwsza moja myśl gdy patrzę w kierunku na wschód... I te kolory ziemi - coś niesamowitego!

Góry Brumovske...
                   Prognozy na niedzielę nie są dobre... Rano ma padać i faktycznie, kiedy wychodzimy z kwatery, pada słaby deszcz. W prognozie były też przejaśnienia i na nie liczę. Kiedy wchodzimy znów tą samą trasą na Szczeliniec, mijamy schronisko, platformy widokowe - niebo jest zachmurzone. Znów jest bardzo ślisko na odcinku szlaku, którego wczoraj nie poznaliśmy. Kiedy docieramy na tarasy południowo - wschodnie, jakby się przejaśnia... A potem robi się bardzo ciekawie, zwłaszcza pod względem fotograficznym... Choć nie lubię fotografować nie wiedząc co widzę, to w Górach Stołowych większą część tak właśnie działam... Wyjątkiem są charakterystyczne punkty jak np. Śnieżnik...

Początkowo niewiele widać ale przebijające się światło...

... różowe światło, daje nadzieję że coś będzie się działo...

Chwilę potem światło staje się nieco żywsze i przechodzi w pomarańcze...
Łuny światła przebijają się przez chmury...

... co zawsze robi duże wrażenie... Kolorystyka jest "dziwna" tego poranka...

... od róży, przez żółcie, pomarańcze, zielenie, błękity, granaty i Bóg wie jakie jeszcze kolory...

Lecz dzieje się naprawdę dużo dobrego...
... choćby nad Śnieżnikiem...

Światło znów gra pierwszoplanową rolę...

...
Z żoną, o poranku :)

Choć tutaj tego nie widać, to jednak wiało bardzo mocno... Tym razem udało mi się złapać aparat na statywie, tuż po podmuchu wiatru...

Widok z platformy widokowej na Szczelińcu, w kierunku zachodnim.

Charakterystyczne urwisko po lewej to Brumovske Skały.
I znów powalający widok na przepiękne "morawskie" pola...

... i łąki... Choć to jeszcze zima, to kolorystyka zachwyca...
Wieś Pasterka i cień rzucany przez Szczeliniec. Z lewej, w rogu widać fragment liny. To część windy którą dostarczane są produkty do schroniska.
                 8.30 jesteśmy z powrotem przy samochodzie i od razu jedziemy na Mszę do sanktuarium w Wambierzycach.

Sanktuarium w Wambierzycach z wyraźnie widocznym za, Szczelińcem Wielkim.

Wambierzyce. 
                     Powrót do Radkowa, szybkie śniadanie i dalej w drogę... Tym razem jedziemy do Czech. 40 km stąd, po czeskiej stronie jest przepiękne Skalne Miasto w Ardspach. Pogoda zaczyna się psuć ale akurat na zwiedzanie skalnych labiryntów, słońce nie jest potrzebne :) Wracając, "zahaczamy" jeszcze o Kudowę Zdrój.

Skalne Miasto.

Danusia przy Gotyckiej Bramie.

Przy potoku Metuje.
Potok Metuje ma niesamowity kolor...
Pomarańczowy kolor bardzo ożywia to miejsce... Żona czuję się tu jak "ryba w wodzie" :)

...
Takie cuda natury to w Skalnym Mieście "chleb powszedni"...

Mały wodospad.

Wielki wodospad. Tu tutaj w sezonie letnim, przewodnicy przy pomocy...pilota, regulują natężenie wody spadającej z progu skalnego :)

...
W sezonie, pewnie ciężko tu się nawet dopchać a teraz jesteśmy tam sami...

...

Bez skojarzeń :) W drodze na Adrspasske Jezirko.

Jezioro Piskovna. Koniec wycieczki.
                      Na ostatni dzień, czyli poniedziałek prognozy są złe. Postanawiamy więc w końcu się wyspać przed drogą :) Jednak, przed piątą rano zerkam za okno. Jest bezchmurnie nad nami i nieco chmurek na wschodzie... Żona śpi dalej a ja ruszam na Baszty. Nie mam pojęcia czy stamtąd coś widać ale ryzykuję. Tym bardziej że dojście na nie, zajmuje mi od parkingu...3-4 minuty :) Znów bardzo mocno wieje. Widoków na wschód nie ma bo drzewa zasłaniają ale i tak "trafia" mi się piękny poranek...

Radków w porannych mgłach.

Tuż po wschodzie słońce zaczyna podświetlać chmury których tego poranka nie brakuje...

... ale to akurat bardzo dobrze :)

I znów ta plastyka i kolorystyka "morawskich" pól, tuż nad Radkowem...
...

Baszty.

Baszty raz jeszcze...
             Po śniadaniu jedziemy jeszcze na wodospady Pośny. O tej porze roku, choć wody nie brakuje, na mnie nie robią wielkiego wrażenia... Myślę że wiosną i jesienią jest tutaj dużo piękniej i mam nadzieję przekonać się o tym na własne oczy :)

Wodospady Pośny...

...

Największy wodospad Pośny...











2 komentarze:

  1. Piękne zdjęcia, w każdym z nich widać pasję oraz miłość do gór. Szczególnie te wykonane w Tatrach są nam bliskie, gdyż są to rodzime strony naszych rodziców, jak: Zakopane, Poręba Wielka. Wielu ciekawych wypraw oraz pięknych ujęć życzą B.,R. Radków.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jan stamtąd Michale. Pamiętam z dzieciństwa kaskadę Pośny - to był cud architektury ogrodowo-wodnej. Dziś nic prawie po tym nie zostało - raczej rumowisko. Woda przelewała się e się na tym planowanym plenerze w GS spotkamy. Pozdrawiam AdamSz

    OdpowiedzUsuń